Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Stosunki międzynarodowe. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Stosunki międzynarodowe. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 4 kwietnia 2022

Traumy XXI wieku


Nastały dni szczególnie traumatyczne, trudne do zniesienia.

Przede wszystkim na wieść o mordach i gwałtach w Ukrainie, dokonywanych na bezbronnych cywilach,
ale także po zwycięstwie antydemokratycznej partii i jej przywódcy na Węgrzech.

Wydarzenia te obnażyły prawdziwą twarz obu narodów.

Nie ich przywódców, lecz właśnie społeczności,
które akceptują (w przewadze!) poczynania swoich satrapów.
Mało tego, ich chore wizje obywatele tychże krajów aktywnie wprowadzają w życie! 

To jakiś koszmar.

Pilnujmy się.
Dbajmy o przestrzeganie Konstytucji!
Nie pozwólmy, by propaganda zmiażdżyła nasze mózgi.


Fot. adamkylejackson.com



































...Może kiedyś Natura zwalczy podłość, 

jaka rozpanoszyła się wśród ludzi...

Oby!




Beata Bigda,
Wrocław, 4 kwietnia 2022 roku. 

sobota, 18 stycznia 2020

Trauma codzienna /mimo karnawału/


Przez wieki byliśmy społeczeństwem,



które jednoczyło się w obliczu wroga.


 


Teraz wróg rozsiadł się w nas.




Beata Bigda,

Wrocław, 18 stycznia 2020 roku

wtorek, 15 stycznia 2019

Kryzys demokracji i nasza przyszłość *** Crisis of democracy and our future


Demokracja w dotychczasowej formie się kruszy - nie tylko w Polsce, ale w całej EU i na świecie także. W każdym z krajów wygląda to inaczej.
Ale my, jako mieszkańcy EU - stoimy teraz przed granicą - która wyznaczy nasze przyszłe losy.
Jeżeli nadal głos przewodni będą stanowiły egoizmy narodowe - zginiemy jako tak koślawo "zjednoczona" Europa. Pokonają nas Chiny, Rosja, kraje islamskie, które walczą nie tylko z USA o prymat na światowej scenie.
Europa ma szansę w tym starciu tylko jako Zjednoczony Kontynent, złożony z mniejszych krain - niekoniecznie pokrywających się z dzisiejszym podziałem administracyjnym na "kraje narodowe".

Skupmy się na małych ojczyznach i na tym, co nas wszystkich łączy: na historii Europy, na jej kulturze i różnorodnych tradycjach - jednak o wspólnym korzeniu.


***

Democracy in its current form crumbles - not only in Poland, but throughout the EU and in the world too. It looks different in each country.
But as the citizens of the EU - we are now standing in front of the border - which will determine our future destiny.
If the central voice continues to be national egoisms, we will perish as a so-cosily "united" Europe. We will be overcome by China, Russia, Islamic countries that are fighting not only with the US for the primacy of the world scene.
Europe has a chance in this clash only as a United Continent, composed of smaller lands - not necessarily coinciding with today's administrative division into "national countries".

Let us focus on small homelands and on what unites us all: on the history of Europe, on its culture and diverse traditions - but with a common root.




Beata Bigda / Betty Bigda
15 stycznia 2019 roku / 15th of January 2019

wtorek, 20 lutego 2018

Myśl dwudziesta pierwsza z cyklu: ZAPISKI Z ŻYCIA NA PLANECIE ZIEMIA (21)




A gdyby tak ci wszyscy, których męczy
żądza sławy niezasłużonej,
przemożne pragnienie zemsty na tych, którzy swoim odważnym życiem udowodnili im, że są podłymi kreaturami, a ich żywot
i tak przepłynie bez pozytywnego znaczenia i budującego śladu
w dziejach ludzkości -

w automatyczny sposób zostali porażeni i ubezwłasnowolnieni swoją własną żółcią, zgryzotą, agresją, chorobliwym egotyzmem, megalomanią i jaskrawym brakiem przyzwoitości?... 

...O ile milej, sympatyczniej i spokojniej by się nam żyło na tej naszej biednej planecie!



Beata Bigda,
Wrocław, luty 2016- luty 2018

wtorek, 30 stycznia 2018

Myśl osiemnasta z cyklu: ZAPISKI Z ŻYCIA NA PLANECIE ZIEMIA (18)



Mam taką propozycję: zdaje się, że czas najwyższy nadszedł, by zakończyć już tę narodową manię.
XIX wiek przebrzmiał do szczętu, a w XX stuleciu poczucie dumy narodowej (między innymi) nie przysłużyło się umacnianiu pokojowej atmosfery w Europie i na świecie, o czym wszyscy pamiętamy. 


Czy nie nadszedł moment - pod koniec drugiej dekady XXI wieku - by zacząć traktować naszą swojską Europę jako gniazdo wspólne, złożone z różnorakich miejscowych tradycji, obyczajów, języków, wyznań, ale ze wspólnym mianownikiem - którym jest kultura europejska? 


W samej Polsce mamy mnóstwo różniących się ogromnie nacji: np. kaszubską, śląską, łemkowską, tatarską, itd. 


Architektura, sztuka, muzyka nie znają granic! 


Niechaj tak samo będzie z nami - zjadaczami chleba. A wówczas zaczniemy żyć w swoistym związku krain europejskich, a nie we wrogo, czy nieufnie, czasem z pogardą nastawionych do siebie państwach "narodowych" (które w rzeczywistości takimi tworami homogenicznymi wcale nie są).



Beata Bigda,
Wrocław, styczeń 2018 roku.

piątek, 10 lutego 2017

Na Wschodzie bez zmian?


Z Adamem Balcerem, szefem projektu Eurazja w think thanku WiseEuropa, o sytuacji w Eurazji Centralnej, dekalogu polskiej polityki wschodniej, geopolityce, możliwościach, szansach, zaniedbaniach, związkach ekonomicznych ze Wschodem, koalicji
w UE i NATO na rzecz krajów Partnerstwa Wschodniego, pamięci historycznej, Polakach na Wschodzie, zachodnim kontekście polskiej polityki wschodniej i receptach na poprawę polskiej strategii rozmawia Beata Bigda.

  

Adam Balcer

Szef projektu w WiseEuropa oraz badacz krajowy w European Council on Foreign Relations. Pracownik naukowy w Studium Europy Wschodniej UW, wykładowca w Akademii Dyplomatycznej.
W latach 2005-2009 - kierownik projektu tureckiego w Ośrodku Studiów Wschodnich UW. W okresie 2009-2013 - dyrektor programu w demosEuropa Centrum Strategii Europejskiej. W latach 2011-2012 - członek zespołu doradców Prezydenta RP ds. Strategicznego Przeglądu Bezpieczeństwa, natomiast w okresie 2013-2014 - ekspert w Prezydenckim Programie Eksperckim „Laboratorium Idei”.
W latach 2015-2016 - dyrektor programowy Konferencji „Polska Polityka Wschodnia”, organizowanej przez Kolegium Europy Wschodniej im. Jana Nowaka-Jeziorańskiego we Wrocławiu. 
Autor licznych artykułów i raportów (w kraju i zagranicą) na temat Bałkanów, Turcji i państw byłego ZSRR. Współautor książek Polska na globalnej szachownicy (2014), Orzeł i półksiężyc. 600 lat polskiej publicystyki poświęconej Turcji (2014).



Beata Bigda:

Podczas konferencji "Polska polityka wschodnia 2015", zorganizowanej we Wrocławiu przez Kolegium Europy Wschodniej im. Jana Nowaka-Jeziorańskiego przedstawił pan raport: Na Wschodzie bez zmian? Polska polityka wschodnia - stan obecny i perspektywy, który ogniskował się przede wszystkim (choć nie tylko) na stosunkach Polski z krajami byłego ZSRR, ze szczególnym uwzględnieniem Ukrainy. Jak dzisiaj brzmi odpowiedź na pytanie zadane w tytule pańskiej analizy?

Adam Balcer: 

Masowe demonstracje, rewolucje i konflikty zbrojne na Wschodzie wyraźnie wskazują na przełom we wszystkich wymiarach (gospodarczym, geopolitycznym, społecznym, tożsamościowym, politycznym), do jakiego dochodzi ostatnimi laty w krajach poradzieckich. Dotychczasowe, postsowieckie modele rozwoju ekonomicznego i legitymizacji politycznej wyczerpują się. Istotne zmiany zachodzą również w sferze demograficznej. Następuje sukcesywny wzrost udziału procentowego muzułmanów w przestrzeni poradzieckiej. Około 2050 roku będą stanowić niewiele mniejszą część mieszkańców byłego ZSRR niż etniczni Rosjanie. Migracje także będą zmieniać strukturę poszczególnych regionów Rosji. Następują na naszych oczach dramatyczne geopolityczne przesunięcia tektoniczne. Taka sytuacja wywiera istotny wpływ na układ sił nie tylko w skali kontynentu, ale nawet globalnie. 


- W podsumowaniu raportu (Dekalog polskiej polityki wschodniej – rekomendacje) podkreślił pan znaczenie, jakie ma dla naszej sytuacji w światowym układzie sił kształtowanie stosunków między Polską a krajami Kaukazu Południowego i Azji Centralnej. Dlaczego to takie ważne?

- Obszar poradziecki, rozumiany jako terytoria carskiej i komunistycznej Rosji, to pojęcie dziś anachroniczne. Przestrzeń poradziecka nie jest zamkniętą monadą. Azja Centralna to nie tylko pięć republik byłego ZSRR, ale także Afganistan, Północny Iran, region autonomiczny Chin, czyli prowincja Sinciang, którą zamieszkuje ludność uyghurska – pięta achillesowa Państwa Środka oraz – w pewnym stopniu – także Mongolia. Chiny wchodzą od kilkunastu lat na wielką skalę do Azji Centralnej. Ich współpraca z Rosją uległa wyraźnej intensyfikacji i pogłębionej asymetrii na korzyść Pekinu. Na Kaukazie Południowym Turcja i w mniejszym stopniu Iran uzyskały istotne wpływy, gdyż ich północno-wschodnie terytoria stanowią integralną część tego regionu. Azja Centralna ma zdecydowanie starsze związki historycznie z Chinami i z Bliskim Wschodem niż z Rosją; z kolei Bliski Wschód był przez wieki powiązany z muzułmańskimi wspólnotami Kaukazu, Powołża czy Azji Centralnej. 
Elitarne jednostki ISIS w Syrii pochodzą z tych regionów. Biorąc pod uwagę te powiązania - bardziej uzasadnione jest użycie pojęcia „Eurazja Centralna” wobec przestrzeni między Chinami i UE oraz Półwyspem Indyjskim i właściwym Bliskim Wschodem.


- Rosja, jaką znamy, jednak nie zniknie...


- Rosja jest i pozostanie bardzo ważnym graczem w przestrzeni Eurazji Centralnej. Po długim okresie kurczenia się jej wpływów – podjęła próbę reintegracji i odzyskania kontroli nad światem poradzieckim poprzez skupianie na powrót ziem sowieckich w ramach Unii Eurazjatyckiej. Przeciwstawia się narastającej samodzielności byłych „kolonii”, a także zacieśnianiu związków obszaru poradzieckiego z sąsiednimi regionami. Jednak w przypadku większości krajów byłego ZSRR te starania Rosji długoterminowo są skazane na porażkę.
Rosja oprócz siły militarnej nie ma wystarczających narzędzi wpływu. Natomiast naga siła wystarczy do oderwania części terytorium byłej kolonii, ale nie do jej trwałego podporządkowania. Dlatego w polskiej polityce zagranicznej jednym z celów długoterminowej strategii wschodniej powinno być odejście od rosyjskocentrycznego paradygmatu obszaru poradzieckiego i przyjęcie paradygmatu euroazjatyckiego, który uwzględnia (wspomniane przed chwilą) procesy geopolityczne, zachodzące tam od 1991 roku. Taka metoda pomogłaby wpisać polską politykę wschodnią w szerszy, globalny kontekst.


- Jakie są pańskie recepty na realizację tej strategii przez Polskę?

- Polska na arenie unijnej powinna postarać się o uzyskanie statusu eksperta do spraw Morza Bałtyckiego, Kaukazu Południowego i Azji Centralnej. Wymagałoby to otwarcia ambasad w Afganistanie, Turkmenistanie i Mongolii, zorganizowania wydziału promocji handlu i inwestycji w Baku lub Tbilisi oraz rozwoju na polskich uniwersytetach centrów badawczych, zajmujących się Azją Centralną i Kaukazem. Na tych dwóch obszarach powinniśmy podjąć szczególnie bliską współpracę z Kijowem, który jest tam znacznie aktywniej zaangażowany, niż Warszawa. 


- Podkreśla pan, że ocieplenie stosunków polsko-rosyjskich jest obecnie niemożliwe, wskazując jednak na niedocenianie znaczenia „pracy u podstaw”– czyli rozwoju relacji z poszczególnymi regionami Rosji i wsparcia dla rosyjskiego społeczeństwa obywatelskiego. Interesująca jest też pańska propozycja rozszerzenia kontaktów biznesowych z niektórymi regionami Rosji (Kaliningrad, Tatarstan, Baszkiria). Jakie mamy realne możliwości takich działań przy jednoczesnym silnym oporze – wręcz wrogości – ze strony Rosji Putina?

- Przede wszystkim powinniśmy wyjść poza Moskwę, Petersburg i okolice. Mimo, że nie mam złudzeń: skomplikowana sytuacja polityczna i trudne warunki ekonomiczne w Rosji nie dają polskiemu biznesowi większych szans na sukces. Jednak nie możemy rezygnować! Kaliningrad to enklawa granicząca bezpośrednio z Polską. Baszkiria i Tatarstan to z kolei duży rynek – bogate w zasoby regiony nierosyjskie, zamieszkiwane przez bardzo podobne do siebie dwa narody, stanowiące największe skupisko nie-Rosjan w Rosji. Te narody będą odgrywać w Rosji istotną rolę w przyszłości. Niestety zawieszając jednostronnie mały ruch graniczny z Kaliningradem Polska sama strzela sobie w stopę i robi prezent prezydentowi Putinowi. 


- Jedna z rekomendacji w pańskim Dekalogu polskiej polityki wschodniej wskazuje na pilną potrzebę ocieplenia relacji z Białorusią i współpracę w tej kwestii z państwami bałtyckimi: Litwą, Łotwą i Estonią.

- W kontaktach z Białorusią powinniśmy mieć świadomość, że zmiany w polityce zagranicznej i systemie politycznym tego kraju są mało prawdopodobne. Tym bardziej należy jednoznacznie dać do zrozumienia, że celem naszych prób ocieplenia relacji nie jest przeprowadzenie rewolucyjnej zmiany systemu, lecz wsparcie dla rozwoju relacji Białorusi z Zachodem oraz dialogu między władzą a umiarkowaną opozycją. Obecne otwarcie Polski na Białoruś jest zasadne, ale istnieją obawy, że będzie się ono odbywać kosztem zupełnej rezygnacji przez Warszawę z kwestii wsparcia dla białoruskiego społeczeństwa (w tym obywatelskiego), o czym świadczy decyzja o drastycznym ograniczeniu dotacji dla TV Bielsat i „rusyfikacja” jej języka emisji. Nie można także poprzez zbliżenie z Mińskiem legitymizować Unii Eurazjatyckiej jako równoprawnego partnera Unii Europejskiej, co mogliśmy zauważyć podczas wizyty wicepremiera Morawieckiego na Białorusi. 


- Jakie według pana są najważniejsze zadania polityki polskiej wobec Białorusi?

- Wprowadzenie w życie umowy o małym ruchu granicznym, zniesienie wiz dla Polaków podróżujących na Białoruś (moglibyśmy tutaj powołać się na przykład polityki Armenii wobec obywateli UE), zdecydowane poparcie negocjacji białorusko-unijnych w sprawie liberalizacji wiz, znaczne zwiększenie liczby studentów z Białorusi oraz kursów języka polskiego na polskich uczelniach, rozwój współpracy na poziomie lokalnym (Lublin, Białystok – Grodno, Brześć) i uzyskanie ułatwień dla polskiego biznesu.  


- Dlaczego atmosfera na Litwie jest tak pełna uprzedzeń do Polski? Czy to kompleks małego kraju i obawa przed naszymi „neokolonialnymi” skłonnościami? 

- Rzeczywiście, na Litwie istnieją lęki przed dominacją polską i problem polskiej mniejszości. Jej prawa powinny zostać poszerzone. Jednak polska mniejszość przejawia silnie prorosyjskie sympatie - zarówno elita jak i społeczeństwo - o czym w Polsce mało się mówi. Co więcej, rząd w Warszawie bezwarunkowo popiera polską mniejszość. Taka postawa środowiska polskiego i Warszawy plus zaszłości historyczne nie pomagają w ułożeniu dobrych stosunków pomiędzy naszymi krajami. Bardzo ważne jest także dostrzeżenie, że Litwini zmieniają nastawienie do własnej przeszłości, odkrywając w swoich dziejach rolę spolonizowanej często szlachty, identyfikującej się z Wielkim Księstwem Litewskim. Nie przypadkiem trylogia Silva rerum, autorstwa Kristiny Sabaliauskaitė, traktująca o siedemnastowiecznej i osiemnastowiecznej szlachcie polsko-litewskiej, stała się hitem czytelniczym w Litwie z masowym nakładem. 


Co możemy zrobić, żeby poprawić istniejącą niedobrą sytuację?



- Powinniśmy także krytycznie spojrzeć na istniejący w Polsce obraz sąsiadów. Gdy kibice Lecha wywieszają gigantyczny transparent „Litewski chamie uklęknij przed polskim panem” – to naprawdę ręce opadają. Żaden z tych prawdziwych Polaków z pewnością nie wie, że pod koniec XIX w. w spisie powszechnym zdecydowana większość licznej szlachty na Żmudzi uznała litewski za język ojczysty. Musimy także zyskać bardziej zrównoważony pogląd na temat rzeczywistych przyczyn dzisiejszych polsko-litewskich nieporozumień. Przytoczę kilka wymownych faktów: najważniejsi polscy politycy publicznie wyrażają dezaprobatę dla członkostwa Litwy w Unii Europejskiej. Inni twierdzą, że sytuacja Polaków na Litwie jest gorsza niż na Białorusi i w efekcie polscy żołnierze będą się zastanawiać, czy pomóc wszystkim Bałtom w razie agresji Rosji. To są wypowiedzi skandaliczne, uderzające w fundamentalne interesy Polski (zasada solidarności sojuszniczej). Z kolei Trybunał w Strasburgu orzekł, że Polacy na Litwie w niektórych kwestiach dotyczących praw mniejszości, mimo naszych protestów, nie są dyskryminowani.  



- Polska, z poparciem Szwecji, jest twórcą programu Partnerstwa Wschodniego, które ma w przyszłości przygotować objęte nim państwa do akcesji w Unii Europejskiej. Jak wzmocnić nasze koalicje w UE i NATO na rzecz krajów PW, czyli: Białorusi, Ukrainy, Mołdawii, Gruzji, Azerbejdżanu i Armenii?


- Tym większa będzie nasza zdolność koalicyjna, im silniejsze będą realne polskie wpływy na Wschodzie. Zyskamy wówczas pozycję wiarygodnego i atrakcyjnego partnera. Powinniśmy być szczególnie asertywni wobec Niemiec, przedstawiając koncepcje i inicjatywy w sprawie współpracy z Berlinem na Wschodzie. Niestety, obecny rząd ze względu na anty-niemieckie uprzedzenia oraz politykę wewnętrzną („dobra zmiana” wzorowana na Orbánie) ma zdecydowanie gorsze relacje z Berlinem oraz Brukselą. W wymiarze wschodnim niezwykle ważne są także nasze relacje ze Skandynawami, szczególnie ze Szwecją. Łączą nas wspólne interesy wobec Rosji i Europy Wschodniej - jednak ze względów ideologicznych 
(kontrrewolucja kulturalna wobec „lewactwa”, multi kulti, politycznej poprawności i liberalnej demokracji) Polska za strategicznego partnera w Europie wybrała Węgry… jedno z najbardziej prorosyjskich państw w UE.
Polska powinna promować w UE zwiększenie wymiaru społecznego Partnerstwa Wschodniego przy wzmocnieniu działań pozarządowych (finansowanie i instytucjonalizacja współpracy społeczeństw obywatelskich UE i PW w szerokiej skali). Trudne będzie wprowadzenie w życie umów stowarzyszeniowych. Nie powinniśmy zapominać o konieczności przekonywania instytucji i państw członkowskich do wspierania w ramach PW projektów poświęconych historii, kulturze i tożsamości. Jak pokazała rewolucja godności na Ukrainie - ta niedoceniana w Europie kwestia jest niezwykle ważna.




- Specjaliści często spierają się na temat różnic w pamięci historycznej naszej i naszych sąsiadów. Stawiany jest warunek przeprosin (np. od Ukraińców za Wołyń) – przed podjęciem pełnowartościowej współpracy. Czy wspólny interes nie jest czynnikiem mocniej spajającym niż historyczne rozliczenia? 

- Nasze kłopoty z pamięcią historyczną są problemem złożonym. Polskie elity polityczne zbyt często dostosowują się do nastrojów społecznych, zamiast aktywnie kształtować pamięć historyczną. Z jednej strony w polskiej, wyidealizowanej interpretacji historycznej zawsze byliśmy i jesteśmy ofiarą oraz bohaterami. Na przykład wielu Polaków jest głęboko przekonanych, że podczas II wojny światowej cierpieliśmy bardziej niż Żydzi i masowo ich ratowaliśmy. W naszej wizji przeszłości nieodmiennie byliśmy wspaniali. Pamięć o ciemnych kartach naszej historii jest bardzo ograniczona. Z drugiej strony tendencja środowisk liberalnych do potępiania własnych win przyjmuje charakter absurdalny. Prawie każdy słyszał o Jedwabnem, prawie nikt nie zna wybitnych polskich polityków pochodzenia żydowskiego w elicie przedwojennej. Poważnym problemem w relacjach z naszymi wschodnimi sąsiadami może stać się umacnianie się nad Wisłą sielankowej wizji mitu kresowego oraz idei polskiej misji cywilizacyjnej na Wschodzie. Towarzyszy im oparty na kilku kliszach obraz Ukraińców czy Białorusinów, którzy stanowią jedynie tło dla naszej opowieści. 
Od tych pierwszych oczekujemy, że staną w prawdzie i uznają rzeź wołyńską za ludobójstwo. Uznaję co najmniej część zbrodni UPA na Polakach za ludobójstwo i fakt, że nie ma mowy o symetryczności ze zbrodniami polskimi. Uważam, że powinniśmy starać się przekonać Ukraińców do zmiany ich afirmacyjnego stosunku do UPA. Jednak równocześnie niepokoi mnie kanoniczny stosunek w Polsce do historii polsko-ukraińskiej: uznanie, że istnieje jedna, nasza prawda i niemożliwe jest jej zniuansowanie - czyli uwzględnienie niektórych poglądów historiografii ukraińskiej.  
Co więcej, film Wołyń może wzmocnić głęboko zakorzenione stereotypy przedstawiające Ukraińców jako dzikich rezunów. 


- Sytuacja zamiast się poprawiać, ulega pogorszeniu?

- W zeszłym roku w badaniach CBOS po raz pierwszy liczba Polaków nielubiących Ukraińców była większa niż darzących ich sympatią. Spora grupa była obojętna. Stosunek Ukraińców do nas jest natomiast bardzo pozytywny. A pamiętajmy, że budowany obecnie kształt polskiej tożsamości będzie miał kluczowy wpływ na charakter naszych relacji ze Wschodem. Bezkrytyczny kult Żołnierzy Wyklętych i Narodowych Sił Zbrojnych, flirt władzy ze skrajną prawicą oraz afirmacyjny stosunek do Romana Dmowskiego i tradycji endeckiej, obecne w tych formacjach motywy mocarstwowe wobec wschodnich sąsiadów i ich prorosyjskie inklinacje, a także przypadki zbrodni powodują, że cała polska polityka wschodnia staje pod wielkim znakiem zapytania.


- Znów powraca pytanie, co zrobić, by zmienić złą sytuację?

- Jednym z priorytetów polskich instytucji publicznych powinno być upowszechnienie wiedzy na temat Wschodu poprzez zwiększenie obecności tematyki wschodniej w programach szkolnych i polskich mediach. Zastanawiając się nad zderzeniem historycznych sporów z chęcią rozwoju współpracy ekonomicznej, za wzór Polsce stawia się często pragmatyzm relacji niemiecko-rosyjskich, skupionych rzekomo na teraźniejszości. Jednak także w ich przypadku historia odgrywa ważną rolę. Po stronie niemieckiej istnieje poczucie winy wobec Rosjan, chociaż ofiarami byli w bardzo dużym stopniu obywatele ZSRR innych narodowości, a ponadto za część ofiar w tym okresie odpowiedzialny był Stalin. Dziś Merkel przeciwstawia się stanowczo promowanej przez Rosję afirmacji i rehabilitacji paktu Ribbentrop-Mołotow. Choć Niemcy wciąż mają relacje z Rosją lepsze niż Polska, handel rosyjsko-niemiecki, tak jak polsko-rosyjski, znalazł się w zapaści ze względu na kryzys ekonomiczny w Rosji.


- Jakie kroki powinniśmy podjąć, by wzmocnić proces integracji naszych wschodnich sąsiadów ze strukturami świata zachodniego?

- Przede wszystkim Polska powinna opracować długoterminową, kompleksową strategię polityki wschodniej. Z perspektywy Polski najważniejszą kwestią jest przyszłość Ukrainy, największego kraju byłego ZSRR, który zajmuje także niezwykle ważne miejsce w imperialnej polityce tożsamościowej i historycznej Rosji.
Dlatego jednym z najważniejszych celów Polski powinno być uznanie modernizacji i demokratyzacji Ukrainy – oraz jej integracji europejskiej – za najważniejsze zadanie polskiej polityki zagranicznej w perspektywie najbliższej dekady. To niemal równie istotne, jak nasze członkostwo w UE i NATO w latach dziewięćdziesiątych. Polska jest bardzo mocna w słowach, natomiast gorzej wypada w działaniach (pomoc finansowa, umowy, regularne wizyty, inwestycje).

Z drugiej strony Polska powinna zadbać o znajomość Wschodu w krajach zachodnich. Pomogłoby w tym utworzenie programu wsparcia tłumaczeń prac naukowych i beletrystyki, poświęconych tematyce wschodniej z różnych języków krajów byłego ZSRR (przede wszystkim na język angielski, polski i rosyjski). Następnym krokiem powinno być stworzenie w TV Polonia sekcji wschodniej, nadającej atrakcyjne programy polskie z napisami w językach obcych.


- Czy wymiana myśli, jaka miała miejsce podczas konferencji PPW, może mieć istotny wpływ na zmianę kierunków w polskiej polityce zagranicznej?

- Chciałbym, by tak było. Jednak nie bez powodu czuję się często jak Don Kichot walczący z wiatrakami. Potrzebujemy w Polsce polityka – wizjonera, który byłby zdolny prowadzić przemyślaną, spójną i konsekwentną strategię na niwie międzynarodowej oraz rozumiał długoterminowe procesy zachodzące na świecie. Przed Polską stoją bardzo poważne wyzwania na arenie międzynarodowej, związane z agresywną polityką Rosji, niestabilnością Bliskiego Wschodu, prorosyjskimi skłonnościami nowego prezydenta USA, niejasną przyszłością UE czy wzrostem potęgi Chin; zaś świat to naczynia połączone.
Przedstawiciele naszej klasy politycznej zdają się nie dostrzegać powagi sytuacji. Polityka zagraniczna nigdy nie była tak bardzo zakładnikiem spraw wewnętrznych jak obecnie pod rządami Prawa i Sprawiedliwości. Mamy kiepskie media informacyjne. Polacy wiedzą o świecie zatrważająco mało. Według badań ośrodka IPSOS – w teście na poziom ignorancji w wiedzy o świecie współczesnym - polskie społeczeństwo zajmuje niechlubną drugą pozycję po włoskim. Poziom czytelnictwa, zawsze niski, jest dziś zatrważający. Brakuje mądrych programów edukacyjnych w szkołach– ukazujących w nowym, atrakcyjnym świetle naszą historię, szczególnie dziedzictwo I RP. 



- Wiemy za mało, a w dodatku nie mamy się od kogo uczyć?

- Mieliśmy kryzys uchodźczy w Europie – cóż można było usłyszeć od wielu polskich polityków i dziennikarzy o islamie i muzułmanach w odniesieniu do Polski? Ksenofobia oparta na stricte etnicznej definicji narodu ściśle powiązanego z rzymskim katolicyzmem. Statystyki nie kłamią. Media prorządowe znacznie bardziej skupiły się na przedstawieniu islamu jako rzekomo śmiertelnego zagrożenia dla Polaków, poświęcając zdecydowanie mniej czasu Rosji.
Poziom ignorancji jest naprawdę porażający. Islam,
 najbardziej podzielona i zróżnicowana wspólnota religijna, jest przedstawiana często jako monolit. Nie ma refleksji nad możliwością wykorzystania przez Rosję masowej islamofobii Polaków poprzez skierowanie ich uwagi na kwestie poboczne i wzmacnianie niechęci do „zepsutego” Zachodu. Ale czego można oczekiwać od rządu, który nie robi nic, gdy środowiska skrajnej prawicy wsparte przez Moskwę grają kartą antyukraińską, antyzachodnią i umacniają swoje wpływy wśród młodzieży?  
Szczerze mówiąc, bardzo trudno być optymistą i wierzyć w poprawę sytuacji.


Rozmawiała Beata Bigda
Wrocław, 2016.



Artykuł ten ukazał się na łamach miesięcznika ODRA - 2 - luty - rok MMXVII / 2017

czwartek, 17 grudnia 2015

Kolegium Europy Wschodniej im. Jana Nowaka-Jeziorańskiego na zamku w Wojnowicach

Droga do bezpiecznej przyszłości nie prowadzi przez dziedziczną nienawiść, lecz przez dialog — nie tylko między rządami, lecz przede wszystkim między zwykłymi ludźmi. Dialog, który wiedzie do wzajemnego poznania się, zrozumienia i wzajemnej ludzkiej życzliwości. (…) O przeszłości nie wolno zapominać. Jeśli jednak nie chcemy, by się powtórzyła, rozpamiętywanie przeszłości nie może służyć wzbudzaniu wzajemnej nienawiści. 

Jan Nowak-Jeziorański



Renesansowy zamek na wodzie w Wojnowicach 
wiosną 2015 roku.

(Fot. Beata Bigda)











W hallu wojnowickiego zamku na obszernym stole ułożono słupki z książek wydawanych przez obecnego gospodarza obiektu: Kolegium Europy Wschodniej im. Jana Nowaka-Jeziorańskiego. Każdy może zakupić po niewygórowanych cenach pozycje, których różnorodność tematyczna jest ogromna. Zainteresowały mnie m.in. rozmowy Hanny Marii Gizy z Jerzym Giedroyciem, Zofią Hertz i Henrykiem Giedroyciem (Ostatnie lato w Maisons-Laffitte, 2007) i praca zbiorowa Młoda myśl wschodnia (2014). Szczególnie przykuła moją uwagę pozycja autorstwa Uwe Rady: Odra. Życiorys pewnej rzeki (tłum. Zdzisław Owczarek, 2015). Mile zaskoczona bogactwem prezentowanej na zamku oferty wydawniczej zapytałam dyrektora Wydawnictwa KEW, Laurynasa Vaičiūnasa, o zakres tematyczny i cele programowe:

– Bezpieczny, demokratyczny wschód jest polską racją stanu. Dlatego wszystkie opcje polityczne powinny się zgadzać z tym założeniem. Nie ma innej drogi, by pielęgnować tę świadomość w różnych światopoglądowo środowiskach, jak wymiana myśli i rozmowa. Dlatego staramy się promować wartościowe, niekomercyjne pozycje książkowe. Popularyzujemy literaturę wschodnioeuropejską w Polsce i polską myśl o Wschodzie Europy. Rocznie wydajemy kilkanaście nowych tytułów. 
Redagując czasopismo „Nowa Europa Wschodnia”, informujemy i prowadzimy debatę publicystyczną na temat Wschodu w Polsce, a także na świecie – wydając z kolei angielskojęzyczny dwumiesięcznik „New Eastern Europe”. 

Czy oba dwumiesięczniki są tożsame treściowo?

Nie są to periodyki tłumaczone wprost, z tym samym zestawem tekstów. Inna jest też historia ich powstania. W roku 2008 zdaliśmy sobie sprawę, że brakuje pisma, które jednoczyłoby środowisko zainteresowane tematyką wschodnią. We współpracy z miastem Wrocław zaczęliśmy wydawać dwumiesięcznik dla polskich odbiorców. Osiągnął on obecnie nakład 5 tysięcy egzemplarzy. Natomiast po następnych dwóch latach zrozumieliśmy, że aby przedstawić szerszemu gronu czytelników opinie autorów, tworzących w Europie Środkowo-Wschodniej, trzeba przetłumaczyć niektóre z tekstów na język angielski. Od czterech lat wydajemy więc „New Eastern Europe” – czasopismo z osobną redakcją, szerzej i z nieco innego punktu widzenia ujmujące tematykę, którą się zajmujemy.

Gdzie można odnaleźć angielskojęzyczny dwutygodnik KEW w Europie?

Dostępny jest nie tylko na naszym kontynencie, ale na całym świecie. Liczne lotniska, księgarnie, kluby, uniwersytety – to miejsca, gdzie można go zakupić. Mamy m.in. bardzo dobrego dystrybutora w Londynie.

– Czy jesteście Państwo zadowoleni z poziomu zainteresowania, jakim cieszą się pozycje, wydawane przez KEW?

Chociaż uważamy, że zainteresowanie tą problematyką powinno być większe, to z drugiej strony przekonaliśmy się, że mamy do zaproponowania (nie tylko Polakom i mieszkańcom Europy Środkowo-Wschodniej) naprawdę dobrą analizę tematu, co spotyka się z ciepłym przyjęciem. Na przykład – nasze książki, wydawane po białorusku (związane m.in. z historią Grodna) – są pozycjami, które obecnie nie mogłyby się ukazać na Białorusi. Wypełniamy w ten sposób bolesne luki.
Nasza działalność wydawnicza jest od początku bardzo aktywna i odważnie sięga do tematów niepopularnych. Zaczęliśmy na przykład od zbioru tekstów polskich autorów na temat stosunków polsko-ukraińskich Nie jesteśmy Ukrainofilami. Polska myśl polityczna wobec Ukraińców i Ukrainy. Antologia tekstów (pod red. Pawła Kowala, Jana Ołdakowskiego i Moniki Zuchniak, 2008), o których to stosunkach Jacek Kuroń napisał w "Gazecie Wyborczej":
Trzeba było sowieckiej i nazistowskiej okupacji, wzajemnej rzezi wsi polskich i ukraińskich, deportacji dziesiątek tysięcy ludzi, ale też wielkiej pracy intelektualnej paryskiej "Kultury" i opozycji demokratycznej, by Polacy zrozumieli źródła ukraińskiej wrogości i zaczęli przełamywać dzielące nas bariery.

– Zauważyłam, że prócz działalności wydawniczej, KEW prowadzi liczne kursy, spotkania i szkolenia.

- Oczywiście. Na przykład - związane z naszą aktywnością wydawniczą Seminarium Translatorskie "Tłumacze bez granic", prowadzone pod kierunkiem prof. Adama Pomorskiego - to spotkania z zasłużonymi, doświadczonymi tłumaczami, którzy dzielą się swoją wiedzą z adeptami sztuki przekładu w językach białoruskim, litewskim, łotewskim, polskim, rosyjskim, ukraińskim, a nawet azerskim. Następne seminarium translatorskie zamierzamy zorganizować w 2016 r.

- Czy nadchodzący rok, w którym Wrocław będzie Europejską Stolicą Kultury, stanie się czasem szczególnej aktywności również dla wrocławskiego Kolegium Europy Wschodniej?


- Tak, tym bardziej, że właśnie w przyszłym roku przypadają dwie rocznice: symboliczne pięćsetlecie naszej obecnej siedziby i piętnastolecie Kolegium. Planujemy w związku z tym wydanie monografii wojnowickiego zamku i organizację skromnej uroczystości z okazji tego szczególnego, dubeltowego jubileuszu.




     
      Jan Nowak-Jeziorański, inicjator i założyciel fundacji Kolegium Europy Wschodniej:
>To nieważne, czy Ojczyzna mi się podoba, czy nie. Z duszy jej sobie nie wyrwę…< 
      (Fot. archiwum KEW)



W styczniu 2005 roku odszedł Jan Nowak-Jeziorański. Po jego śmierci Kolegium Europy Wschodniej przyjęło imię swojego inicjatora i założyciela. Które z wydarzeń pytam prezesa Kolegium Europy Wschodniej Jana Andrzeja Dąbrowskiego – uważa Pan za najistotniejsze dla waszej placówki? 


– Prócz powstania dwumiesięczników (z odrębnymi siedzibami w Krakowie), przede wszystkim zlecenie nam przez Polsko-Amerykańską Fundację Wolności prowadzenia programu Study Tours to Poland. Jest to program stypendialny, służący kształceniu i podnoszeniu kwalifikacji urzędników i liderów lokalnych społeczności Europy Wschodniej. Dzielimy się polskim doświadczeniem transformacji ustrojowej. Misja Kolegium Europy Wschodniej określa, że Europa jest pojęciem etycznym, nie geograficznym. Uważamy, że powinny ją wyznaczać ideały, a nie granice. Stąd pragnienie i troska, by mieszkańcy krajów byłego Związku Radzieckiego mogli także żyć zgodnie z europejskimi ideałami.




                      Zamek na wodzie w Wojnowicach z lotu ptaka. (Fot. archiwum KEW)


– W jaki sposób doszło do osiedlenia się KEW na zamku?



– W 2013 roku rozpoczęliśmy starania o przekazanie na rzecz fundacji przez ministra skarbu tego wspaniałego zabytku, wówczas opuszczonego, pozbawionego gospodarza. Nasze wysiłki zakończyły się pomyślnie właśnie w Roku Jana Nowaka-Jeziorańskiego (2014). Akt Notarialny otrzymaliśmy w czasie ceremonii wręczenia Nagrody Jana Nowaka-Jeziorańskiego dla prof. Zbigniewa Brzezińskiego, również członka Rady fundacji. Rozpoczął się nowy rozdział w historii fundacji. Spełniło się przecież marzenie naszego założyciela o utworzeniu miejsca spotkań Europy Wschodniej.



Nagroda Jana Nowaka-Jeziorańskiego, przyznawana od 2004 r. osobie lub instytucji, przedstawiającej „myślenie o państwie jako dobru wspólnym”, została ustanowiona przez Jana Nowaka-Jeziorańskiego, Kolegium Europy Wschodniej, miasto Wrocław, Uniwersytet Wrocławski i Zakład Narodowy im. Ossolińskich.
Na fot.:
Edycja 2014. Uroczystość wręczenia Nagrody Zbigniewowi Brzezińskiemu – doradcy prezydenta Cartera ds. bezpieczeństwa narodowego USA w latach 1977-1981. (Fot. archiwum KEW)

Rzeczywiście - wojnowicki zamek to miejsce, oferujące wiele możliwości. Jego wnętrza służą przeróżnym przedsięwzięciom. Na piętrze - sala konferencyjna im. Czesława Miłosza, wyposażona w pochodzący z 1889 r. fortepian marki Bechstein - pełni również funkcję salonu muzycznego, którego działalność animuje pianista i pedagog Jerzy Owczarz.



4.      Wojnowickie Salony Muzyczne. Koncert „Polska romantyczna”:
Rafał Majzner-tenor i Jerzy Owczarz-fortepian.
(Fot. archiwum KEW)









Na drugim piętrze – prócz biblioteki – mieszczą się pomieszczenia, służące fundacji KEW. Również tutaj – w sali konferencyjnej zamku – odbywają się spotkania, np. z cyklu „Academia Europae Orientalis”, który kontynuuje cykl pod nazwą „Academia Unius Europae”, zainaugurowany przez Jana Andrzeja Dąbrowskiego w 1998 roku:


– W ramach tego cyklu gościłem we Wrocławiu m.in. Fritza Sterna, Wojciecha Karpińskiego, Normana Daviesa, Stefana Swieżawskiego, Zygmunta Kubiaka, ks. Tadeusza Stycznia, Andrzeja Nowaka, Jerzego Kłoczowskiego, Jana Nowaka-Jeziorańskiego, Tymoteusza Karpowicza, Czesława Miłosza, Krzysztofa Zanussiego, Henryka Samsonowicza i wielu innych polskich i zagranicznych intelektualistów.



Portret zbiorowy (Jana Nowaka-Jeziorańskiego, Jerzego Giedroycia, Czesława Miłosza i Bohdana Osadczuka) obok sali im. Czesława Miłosza na zamku w Wojnowicach. (Fot. archiwum KEW)

















– Do jakiej grupy odbiorców adresują Państwo cykl obecnie organizowanych spotkań, w których przeważnie uczestniczą osoby zaproszone?

– Prócz wydarzeń dostępnych tylko dla zaproszonych gości, organizujemy także spotkania otwarte dla przedstawicieli nauki, literatury, medycyny, gospodarki. 



       Regionalny Ośrodek Debaty Międzynarodowej, działający pod auspicjami KEW, prowadzi dyskusje na temat polityki międzynarodowej, organizuje promocje książek, konferencje.
(Fot. archiwum KEW)






            Wschodnia Szkoła Zimowa jest inicjatywą, skupiającą najwybitniejszych europejskich humanistów, którzy dzielą się wiedzą ze studentami z Polski i krajów Europy Wschodniej. W ramach Szkoły im. Bohdana Osadczuka młodzi liderzy z Polski, Niemiec i Ukrainy debatują nad przyszłością Europy i współpracy polsko-niemiecko-ukraińskiej. (Fot. archiwum KEW)



Którą z inicjatyw, organizowanych przez fundację KEW w tym roku, uważa Pan za najciekawszą i najbardziej wyczekiwaną?


Na początku października (w dniach 8-10) odbyła się we Wrocławiu kolejna, jubileuszowa, dziesiąta konferencja „Polska Polityka Wschodnia”. Nowością tegorocznej edycji był przygotowany raport o stanie polskiej polityki wschodniej 1989-2015, autorstwa Adama Balcera, który w tym roku pełnił funkcję szefa konferencji. Sądzę, że to résumé polskiej polityki wschodniej - chociaż kontrowersyjne - jest świetnym punktem wyjścia do otwartej dyskusji nad jej obecnym stanem. Konferencja "Polska Polityka Wschodnia"  to debata na temat polityki Polski i Europy wobec Europy Wschodniej. To jedyna tego typu impreza w naszym kraju, w której uczestniczą politycy różnych opcji, publicyści i działacze pozarządowi. Dyskusje merytoryczne odbywają się w atmosferze pluralizmu opinii, pozbawionej populizmu. A to najistotniejsze i w dzisiejszej dobie - niezwykle potrzebne.


4.     Coroczna konferencja Polska Polityka Wschodnia. (Fot. archiwum KEW)










Beata Bigda,
Wrocław, 2015.


Artykuł ten ukazał się na łamach miesięcznika 
ODRA - 12 - grudzień - rok MMXV / 2015 - w rubryce Sygnały

niedziela, 14 czerwca 2015

Kampania w demokracji


Tak trudno wyłuskać prawdę

z zalewu tromtadracji


Niewidzący czuje i słyszy lepiej

Niesłyszący widzi i odczuwa więcej


Podobno niedaleko od obłędu do geniuszu


Los zarezerwował dla nielicznych

rzadką zdolność nieomylnego odkrywania

rzeczywistych intencji i zamiarów

poprzez obserwację nieświadomych, mimowolnych zachowań



Odczytywanie mowy ciała

pozbawione błędów

wywołanych sugestią werbalną

możliwe jest u dotkniętych afazją


Gdybyż tak można było

tymczasowo tę afazję włączać

w momentach podejmowania istotnych decyzji

o losach społeczeństw...



Wówczas dzieje ludzkości

trzeba byłoby opisać od nowa




Beata Bigda
Wrocław, w czerwcu 2015 roku

sobota, 1 września 2012

Chełmno w dwóch spojrzeniach

W dniu 73 rocznicy wybuchu II wojny światowej - dwa krótkie teksty autorstwa moich Najbliższych o tragedii w Kole, Chełmnie i Kiejszach.


"Chełmno"
Autorka tekstu: Liliana Najman

Łódź, dnia 18.04.1998 r.

Mój dziadek - Wacław Łaszkiewicz - kupił po pierwszej wojnie światowej sporo ziemi oraz murowany, parterowy dom w Kiejszach. Cieszył się , że po spaleniu modrzewiowego dworku w Kociszewie jego dzieci będą dorastały w bezpieczniejszych warunkach. Nowy dom był otoczony ogrodem, stawem i łąką, którą przecinał wartki strumień. Ogromny las było widać z okien domu.

Dziadek ciężko pracował, aby uzyskać środki na zakup koni i bydła oraz rozbudowę części gospodarczej. W sąsiedztwie zamieszkiwali Niemcy, z którymi dziadek utrzymywał poprawne stosunki.

W 1939 roku wybuchła wojna. Już w październiku Niemcy zabrali dziadka i jego dwóch synów: 21-letniego Tadzia i 19-letniego Zdzisia. Przerażona babcia po pewnym czasie dowiedziała się, że zostali uwięzieni w Kole.

Mijały dni. Babcia wszelkimi sposobami starała się zasięgnąć informacji o losie swoich najbliższych. Nie było to proste, trzeba było wyprawić się do oddalonego o 15 km Koła i rozpytywać nieznajomych. Za bardzo skąpe wieści babcia płaciła koszykiem jedzenia. Wkrótce dowiedziała się, że więźniów wywieziono z Koła w nieznanym kierunku.

Majątek dziadków zajęli miejscowi Niemcy, babcię zabrano do Koła i zaaresztowano. Dzięki pomocy przychylnego Żyda, pełniącego funkcję stróża, babcia uciekła z więzienia i ukryła w pobliskim Grzegorzewie. Od najbliższych nie otrzymywała żadnej wiadomości.

W rodzinnym opustoszałym domu babcia znalazła się dopiero po kapitulacji Niemców. Wkrótce przybył do Kiejsz wujek Józek z rodziną, który wszystko stracił w Powstaniu Warszawskim. Podjął pracę w Kole i niezwłocznie zainteresował władze miasta poszukiwaniem zaginionych, których było około 60-ciu. Wśród nich lekarze, aptekarze, księża, prawnicy, studenci.

Rozpytywano mieszkańców Koła i okolic. Ludzie mówili, że w pierwszych miesiącach wojny Niemcy zgrupowali Żydów w Chełmnie i wkrótce ich wywieźli.

Wujek Józek był załamany, tracił nadzieję na odnalezienie swojego ojca i braci. Nie dawał jednak za wygraną i szukał dalej. Pewnego dnia dowiedział się od autochtona Niemca, że najprawdopodobniej miejscem straceń był las, położony między Chełmnem a Kołem.

Specjalna komisja przeszukując las, napotkała porzucone miski, garnuszki i przedziwne zwęglone szczątki. Wśród brzóz leżały podarte resztki odzieży, stare buty.

Władze miasta Koła zleciły wycięcie lasu i dokładne spenetrowanie terenu. Odkrycia były rozpaczliwe. Stwierdzono, że już od listopada 1939 roku Niemcy zagazowywali tam i palili Żydów oraz czeskie dzieci z Lidic. Zbiorowy grób Polaków odkryto w pobliżu. Dokładne oględziny pozwoliły ustalić, że niektórzy zostali zakopani żywcem.

Wezwano rodziny celem zidentyfikowania zwłok. Nie wszystkie przybyły. Babcia Helena przyjechała do Chełmna z córkami – Marylą, Ireną, Izą, Zenią, Krystyną oraz synami – Józkiem i Ładziem. W zbiorowym grobie odnaleźli dziadziusia, Tadzia i Zdzisia. Ich niepokój zastąpiła od tej chwili głęboka żałoba.

Rodzice zabrali mnie wraz z siostrami – Blanką i Sławeną na uroczysty pogrzeb. Skromne sosnowe trumny złożono w miejscu ekshumacji. W barwach jesieni odprawiona została smutna msza.

W miarę upływu lat miejsce straceń zmieniało się. Pojawiły się tablice pamiątkowe, duży monument z wyrytym napisem, cytowanym z listu, znalezionego przy jednym z zamordowanych. W lasku brzozowym postawiono stele.

Odwiedzając Chełmno – Las można spotkać ludzi z różnych stron świata. Często widać w ich oczach łzy. Odjeżdżają zamyśleni.

W lesie nastaje cisza, płonie znicz.


                                              Chełmno, 2008. Fot. Jerzy Kaczorek


Praca „Chełmno”, autorstwa mojej cioci, Liliany Najman, została nagrodzona we wrześniu 1998 roku, w edycji wojewódzkiej konkursu polszczyzny pięknej, bogatej i skutecznej „O Gęsie Pióro Mikołaja Reja”, zorganizowanego przez Stowarzyszenie Bibliotekarzy Polskich Zarząd Okręgu Łódź.


Notka biograficzna:

dr Liliana Najman - Bronżewska

(1939-2006)


Doktor farmacji, poświęciła całe swe życie zawodowe dociekaniom naukowym nad chemicznymi związkami, które mogłyby likwidować choroby nowotworowe u człowieka.
Prowadziła laboratorium doświadczalne na Wydziale Chemii Leków Akademii Medycznej w Łodzi.
Wyniki swych doświadczeń publikowała w międzynarodowych pismach naukowych, podczas zjazdów naukowych wielokrotnie wygłaszała referaty.
Z ogromnym oddaniem przekazywała wiedzę farmaceutyczną rozlicznej rzeszy studentów i przewodziła ich pracom magisterskim. Jej talent pedagogiczny zjednywał młodzież akademicką i uaktywniał ich zapał do nauki.
W okresie studenckim była solistką kabaretu studentów Akademii Medycznej w Łodzi – „Cytryna” (jako wokalistka – alt). Wyjeżdżała z „Cytryną” na liczne występy, m.in. do Francji (Paryż, Marsylia), Związku Radzieckiego (Leningrad) i wielu miast polskich. W roku 1964 zaśpiewała piosenkę z repertuaru tegoż kabaretu na II Krajowym Festiwalu Piosenki Polskiej w Opolu.

***

A oto krótka notatka, dotycząca Chełmna, wyłowiona z domowych zapisków mojej babci, Ireny Najmanowej:

Irena Najman (z domu Łaszkiewicz) 

(1909 - 2004)

Fot. Krzysztof Suchar (1947-2012) 
We wrześniu 1939 r., po zbrodniczej napaści i zaborczym opanowaniu Polski przez Hitlerowców, rozpoczęto akcję zniszczenia polskiej inteligencji: profesorów wyższych uczelni, nauczycieli, lekarzy, farmaceutów, pracowników sądów, urzędów wszelkich, księży, pisarzy, poetów, dziennikarzy, światłych rolników, zamożniejszych ziemian, studentów i w ogóle wszystkich patriotów polskich.

Zabierano Polaków z miejsc pracy, domów i pól, z których zbierali ostatnie plony rolne, jak buraki cukrowe, ziemniaki, kukurydzę i pasze dla zwierząt. Bez pożegnania z rodzinami, bez zmiany ubrań i bez potrzebnych osobistych rzeczy, zamykano na przykład w Kole, w różnych miejscach, aresztach, w bóżnicy żydowskiej i kolejno, po odbyciu miesięcznych tortur, wywożono do lasów, gdzie rozstrzeliwano i w różny sposób mordowano.

Właśnie w lesie chełmskim, pomiędzy Kołem, a Dąbiem, stracono setki tysięcy Polaków i osób innych narodowości.

Po wojnie, bodaj w roku 1945 (46) – rodziny poległych za Ojczyznę zorganizowały Komitet przy Radzie Miejskiej i zabrano się do ekshumacji – najpierw grobu, w którym zbrodniarze ułożyli 60 osób (głowa-nogi; głowa-nogi), w którym znajdowały się zwłoki Ojca i dwóch moich braci – studentów.

Były przywiezione skromne trumny, w których umieszczaliśmy jeszcze dobrze po 6 latach zachowane zwłoki. Kazaliśmy na miejscu zbrodni wykopać grób wielki w kształcie podkowy dla tych 60 trumien.
Następnego dnia odbyła się msza polowa z udziałem kilkunastotysięcznego zgromadzenia ludzi. Po rozczulających przemówieniach odśpiewaliśmy pieśni religijne oraz „Nie rzucim ziemi” i „Warszawiankę”.

Łódź, kwiecień 1980 roku.