czwartek, 17 grudnia 2015

Kolegium Europy Wschodniej im. Jana Nowaka-Jeziorańskiego na zamku w Wojnowicach

Droga do bezpiecznej przyszłości nie prowadzi przez dziedziczną nienawiść, lecz przez dialog — nie tylko między rządami, lecz przede wszystkim między zwykłymi ludźmi. Dialog, który wiedzie do wzajemnego poznania się, zrozumienia i wzajemnej ludzkiej życzliwości. (…) O przeszłości nie wolno zapominać. Jeśli jednak nie chcemy, by się powtórzyła, rozpamiętywanie przeszłości nie może służyć wzbudzaniu wzajemnej nienawiści. 

Jan Nowak-Jeziorański



Renesansowy zamek na wodzie w Wojnowicach 
wiosną 2015 roku.

(Fot. Beata Bigda)











W hallu wojnowickiego zamku na obszernym stole ułożono słupki z książek wydawanych przez obecnego gospodarza obiektu: Kolegium Europy Wschodniej im. Jana Nowaka-Jeziorańskiego. Każdy może zakupić po niewygórowanych cenach pozycje, których różnorodność tematyczna jest ogromna. Zainteresowały mnie m.in. rozmowy Hanny Marii Gizy z Jerzym Giedroyciem, Zofią Hertz i Henrykiem Giedroyciem (Ostatnie lato w Maisons-Laffitte, 2007) i praca zbiorowa Młoda myśl wschodnia (2014). Szczególnie przykuła moją uwagę pozycja autorstwa Uwe Rady: Odra. Życiorys pewnej rzeki (tłum. Zdzisław Owczarek, 2015). Mile zaskoczona bogactwem prezentowanej na zamku oferty wydawniczej zapytałam dyrektora Wydawnictwa KEW, Laurynasa Vaičiūnasa, o zakres tematyczny i cele programowe:

– Bezpieczny, demokratyczny wschód jest polską racją stanu. Dlatego wszystkie opcje polityczne powinny się zgadzać z tym założeniem. Nie ma innej drogi, by pielęgnować tę świadomość w różnych światopoglądowo środowiskach, jak wymiana myśli i rozmowa. Dlatego staramy się promować wartościowe, niekomercyjne pozycje książkowe. Popularyzujemy literaturę wschodnioeuropejską w Polsce i polską myśl o Wschodzie Europy. Rocznie wydajemy kilkanaście nowych tytułów. 
Redagując czasopismo „Nowa Europa Wschodnia”, informujemy i prowadzimy debatę publicystyczną na temat Wschodu w Polsce, a także na świecie – wydając z kolei angielskojęzyczny dwumiesięcznik „New Eastern Europe”. 

Czy oba dwumiesięczniki są tożsame treściowo?

Nie są to periodyki tłumaczone wprost, z tym samym zestawem tekstów. Inna jest też historia ich powstania. W roku 2008 zdaliśmy sobie sprawę, że brakuje pisma, które jednoczyłoby środowisko zainteresowane tematyką wschodnią. We współpracy z miastem Wrocław zaczęliśmy wydawać dwumiesięcznik dla polskich odbiorców. Osiągnął on obecnie nakład 5 tysięcy egzemplarzy. Natomiast po następnych dwóch latach zrozumieliśmy, że aby przedstawić szerszemu gronu czytelników opinie autorów, tworzących w Europie Środkowo-Wschodniej, trzeba przetłumaczyć niektóre z tekstów na język angielski. Od czterech lat wydajemy więc „New Eastern Europe” – czasopismo z osobną redakcją, szerzej i z nieco innego punktu widzenia ujmujące tematykę, którą się zajmujemy.

Gdzie można odnaleźć angielskojęzyczny dwutygodnik KEW w Europie?

Dostępny jest nie tylko na naszym kontynencie, ale na całym świecie. Liczne lotniska, księgarnie, kluby, uniwersytety – to miejsca, gdzie można go zakupić. Mamy m.in. bardzo dobrego dystrybutora w Londynie.

– Czy jesteście Państwo zadowoleni z poziomu zainteresowania, jakim cieszą się pozycje, wydawane przez KEW?

Chociaż uważamy, że zainteresowanie tą problematyką powinno być większe, to z drugiej strony przekonaliśmy się, że mamy do zaproponowania (nie tylko Polakom i mieszkańcom Europy Środkowo-Wschodniej) naprawdę dobrą analizę tematu, co spotyka się z ciepłym przyjęciem. Na przykład – nasze książki, wydawane po białorusku (związane m.in. z historią Grodna) – są pozycjami, które obecnie nie mogłyby się ukazać na Białorusi. Wypełniamy w ten sposób bolesne luki.
Nasza działalność wydawnicza jest od początku bardzo aktywna i odważnie sięga do tematów niepopularnych. Zaczęliśmy na przykład od zbioru tekstów polskich autorów na temat stosunków polsko-ukraińskich Nie jesteśmy Ukrainofilami. Polska myśl polityczna wobec Ukraińców i Ukrainy. Antologia tekstów (pod red. Pawła Kowala, Jana Ołdakowskiego i Moniki Zuchniak, 2008), o których to stosunkach Jacek Kuroń napisał w "Gazecie Wyborczej":
Trzeba było sowieckiej i nazistowskiej okupacji, wzajemnej rzezi wsi polskich i ukraińskich, deportacji dziesiątek tysięcy ludzi, ale też wielkiej pracy intelektualnej paryskiej "Kultury" i opozycji demokratycznej, by Polacy zrozumieli źródła ukraińskiej wrogości i zaczęli przełamywać dzielące nas bariery.

– Zauważyłam, że prócz działalności wydawniczej, KEW prowadzi liczne kursy, spotkania i szkolenia.

- Oczywiście. Na przykład - związane z naszą aktywnością wydawniczą Seminarium Translatorskie "Tłumacze bez granic", prowadzone pod kierunkiem prof. Adama Pomorskiego - to spotkania z zasłużonymi, doświadczonymi tłumaczami, którzy dzielą się swoją wiedzą z adeptami sztuki przekładu w językach białoruskim, litewskim, łotewskim, polskim, rosyjskim, ukraińskim, a nawet azerskim. Następne seminarium translatorskie zamierzamy zorganizować w 2016 r.

- Czy nadchodzący rok, w którym Wrocław będzie Europejską Stolicą Kultury, stanie się czasem szczególnej aktywności również dla wrocławskiego Kolegium Europy Wschodniej?


- Tak, tym bardziej, że właśnie w przyszłym roku przypadają dwie rocznice: symboliczne pięćsetlecie naszej obecnej siedziby i piętnastolecie Kolegium. Planujemy w związku z tym wydanie monografii wojnowickiego zamku i organizację skromnej uroczystości z okazji tego szczególnego, dubeltowego jubileuszu.




     
      Jan Nowak-Jeziorański, inicjator i założyciel fundacji Kolegium Europy Wschodniej:
>To nieważne, czy Ojczyzna mi się podoba, czy nie. Z duszy jej sobie nie wyrwę…< 
      (Fot. archiwum KEW)



W styczniu 2005 roku odszedł Jan Nowak-Jeziorański. Po jego śmierci Kolegium Europy Wschodniej przyjęło imię swojego inicjatora i założyciela. Które z wydarzeń pytam prezesa Kolegium Europy Wschodniej Jana Andrzeja Dąbrowskiego – uważa Pan za najistotniejsze dla waszej placówki? 


– Prócz powstania dwumiesięczników (z odrębnymi siedzibami w Krakowie), przede wszystkim zlecenie nam przez Polsko-Amerykańską Fundację Wolności prowadzenia programu Study Tours to Poland. Jest to program stypendialny, służący kształceniu i podnoszeniu kwalifikacji urzędników i liderów lokalnych społeczności Europy Wschodniej. Dzielimy się polskim doświadczeniem transformacji ustrojowej. Misja Kolegium Europy Wschodniej określa, że Europa jest pojęciem etycznym, nie geograficznym. Uważamy, że powinny ją wyznaczać ideały, a nie granice. Stąd pragnienie i troska, by mieszkańcy krajów byłego Związku Radzieckiego mogli także żyć zgodnie z europejskimi ideałami.




                      Zamek na wodzie w Wojnowicach z lotu ptaka. (Fot. archiwum KEW)


– W jaki sposób doszło do osiedlenia się KEW na zamku?



– W 2013 roku rozpoczęliśmy starania o przekazanie na rzecz fundacji przez ministra skarbu tego wspaniałego zabytku, wówczas opuszczonego, pozbawionego gospodarza. Nasze wysiłki zakończyły się pomyślnie właśnie w Roku Jana Nowaka-Jeziorańskiego (2014). Akt Notarialny otrzymaliśmy w czasie ceremonii wręczenia Nagrody Jana Nowaka-Jeziorańskiego dla prof. Zbigniewa Brzezińskiego, również członka Rady fundacji. Rozpoczął się nowy rozdział w historii fundacji. Spełniło się przecież marzenie naszego założyciela o utworzeniu miejsca spotkań Europy Wschodniej.



Nagroda Jana Nowaka-Jeziorańskiego, przyznawana od 2004 r. osobie lub instytucji, przedstawiającej „myślenie o państwie jako dobru wspólnym”, została ustanowiona przez Jana Nowaka-Jeziorańskiego, Kolegium Europy Wschodniej, miasto Wrocław, Uniwersytet Wrocławski i Zakład Narodowy im. Ossolińskich.
Na fot.:
Edycja 2014. Uroczystość wręczenia Nagrody Zbigniewowi Brzezińskiemu – doradcy prezydenta Cartera ds. bezpieczeństwa narodowego USA w latach 1977-1981. (Fot. archiwum KEW)

Rzeczywiście - wojnowicki zamek to miejsce, oferujące wiele możliwości. Jego wnętrza służą przeróżnym przedsięwzięciom. Na piętrze - sala konferencyjna im. Czesława Miłosza, wyposażona w pochodzący z 1889 r. fortepian marki Bechstein - pełni również funkcję salonu muzycznego, którego działalność animuje pianista i pedagog Jerzy Owczarz.



4.      Wojnowickie Salony Muzyczne. Koncert „Polska romantyczna”:
Rafał Majzner-tenor i Jerzy Owczarz-fortepian.
(Fot. archiwum KEW)









Na drugim piętrze – prócz biblioteki – mieszczą się pomieszczenia, służące fundacji KEW. Również tutaj – w sali konferencyjnej zamku – odbywają się spotkania, np. z cyklu „Academia Europae Orientalis”, który kontynuuje cykl pod nazwą „Academia Unius Europae”, zainaugurowany przez Jana Andrzeja Dąbrowskiego w 1998 roku:


– W ramach tego cyklu gościłem we Wrocławiu m.in. Fritza Sterna, Wojciecha Karpińskiego, Normana Daviesa, Stefana Swieżawskiego, Zygmunta Kubiaka, ks. Tadeusza Stycznia, Andrzeja Nowaka, Jerzego Kłoczowskiego, Jana Nowaka-Jeziorańskiego, Tymoteusza Karpowicza, Czesława Miłosza, Krzysztofa Zanussiego, Henryka Samsonowicza i wielu innych polskich i zagranicznych intelektualistów.



Portret zbiorowy (Jana Nowaka-Jeziorańskiego, Jerzego Giedroycia, Czesława Miłosza i Bohdana Osadczuka) obok sali im. Czesława Miłosza na zamku w Wojnowicach. (Fot. archiwum KEW)

















– Do jakiej grupy odbiorców adresują Państwo cykl obecnie organizowanych spotkań, w których przeważnie uczestniczą osoby zaproszone?

– Prócz wydarzeń dostępnych tylko dla zaproszonych gości, organizujemy także spotkania otwarte dla przedstawicieli nauki, literatury, medycyny, gospodarki. 



       Regionalny Ośrodek Debaty Międzynarodowej, działający pod auspicjami KEW, prowadzi dyskusje na temat polityki międzynarodowej, organizuje promocje książek, konferencje.
(Fot. archiwum KEW)






            Wschodnia Szkoła Zimowa jest inicjatywą, skupiającą najwybitniejszych europejskich humanistów, którzy dzielą się wiedzą ze studentami z Polski i krajów Europy Wschodniej. W ramach Szkoły im. Bohdana Osadczuka młodzi liderzy z Polski, Niemiec i Ukrainy debatują nad przyszłością Europy i współpracy polsko-niemiecko-ukraińskiej. (Fot. archiwum KEW)



Którą z inicjatyw, organizowanych przez fundację KEW w tym roku, uważa Pan za najciekawszą i najbardziej wyczekiwaną?


Na początku października (w dniach 8-10) odbyła się we Wrocławiu kolejna, jubileuszowa, dziesiąta konferencja „Polska Polityka Wschodnia”. Nowością tegorocznej edycji był przygotowany raport o stanie polskiej polityki wschodniej 1989-2015, autorstwa Adama Balcera, który w tym roku pełnił funkcję szefa konferencji. Sądzę, że to résumé polskiej polityki wschodniej - chociaż kontrowersyjne - jest świetnym punktem wyjścia do otwartej dyskusji nad jej obecnym stanem. Konferencja "Polska Polityka Wschodnia"  to debata na temat polityki Polski i Europy wobec Europy Wschodniej. To jedyna tego typu impreza w naszym kraju, w której uczestniczą politycy różnych opcji, publicyści i działacze pozarządowi. Dyskusje merytoryczne odbywają się w atmosferze pluralizmu opinii, pozbawionej populizmu. A to najistotniejsze i w dzisiejszej dobie - niezwykle potrzebne.


4.     Coroczna konferencja Polska Polityka Wschodnia. (Fot. archiwum KEW)










Beata Bigda,
Wrocław, 2015.


Artykuł ten ukazał się na łamach miesięcznika 
ODRA - 12 - grudzień - rok MMXV / 2015 - w rubryce Sygnały

środa, 9 września 2015

Wierna sobie na pohybel



Niezmiennie

niemądrze

przekorą

niewygodnie

najczęściej pod prąd

rzadko z wiatrem

często niezgodnie z modą

zwykle wbrew układom

nieżyciowo

na sztorc

przez szczelnie zatrzaśnięte szczęki

przeciskasz się z uporem

krnąbrna duszo


Nie czas zmądrzeć?


...Sama nie wiem

Inaczej nie potrafię


Może… to słodka pewność

wewnętrznej spójności

zapewnia błogi spokój



Gdy nie zagraża rozwarstwienie

nieważna utrata szans na zaistnienie





Beata Bigda
Wrocław, w czerwcu 2015 roku.

czwartek, 18 czerwca 2015

Magdalena Czajka - mądra uczciwość /część druga - wspomnienia/


Nawet najbardziej szczegółowy życiorys nie jest w stanie ukazać w pełni, jakim człowiekiem była profesor Magdalena Czajka. Przekonałam się o tym, rozmawiając z jej przyjaciółmi, znajomymi, współpracownikami, doktorantami i – na zakończenie – z mężem Pani Profesor, publicystą i krytykiem muzycznym Ludwikiem Erhardtem.


Z tych kilku niezależnych relacji i wspomnień wyłania się spójny obraz osobowości artystki. Przede wszystkim była bezkompromisowa, jasno mówiła, co myśli – szczerze wygłaszając swoje zdanie. Ta szczególna cecha była z pewnością przyczyną wielu trudności, jakie nierzadko pojawiały się w jej życiu. Zawsze starała się im dzielnie sprostać. 

Prof. Magdalena Czajka przed recitalem.
XVI Katedralne Koncerty Organowe. Białystok, 2011.
Fot. archiwum prywatne

Pierwsza doktorantka prof. Magdaleny Czajki, dr Małgorzata Trzaskalik–Wyrwa - tak wspomina jej postać:
- Była wymagająca wobec siebie i wobec swoich podopiecznych. Walczyła z postawami, nie z osobami. Nie znosiła protekcji, wzdragała się przed wykorzystywaniem znajomości i wchodzeniem w zależności. Niełatwa to droga – miała wielu nieżyczliwych. Konsekwencją tych zasad postępowania był jej stosunek do obowiązków pedagogicznych. Starała się kształtować osobowość młodych ludzi ucząc samodzielności. Nie miała zwyczaju nic „załatwiać” swoim studentom, za to wskazywała możliwości, sposobem pracy stymulując twórcze przemyślenia i poszukiwania. To była mądra uczciwość – droga wiodąca ku wypracowanej niezależności. Nie starała się nikogo prowadzić, raczej towarzyszyła partnersko swoim podopiecznym. Często polecała interesujące materiały prasowe, pozycje książkowe – by umożliwić studentowi dokonanie świadomego wyboru naukowej ścieżki. Jeśli uznała, że temat jest wartościowy – służyła pomocą, kontaktowała nas z odpowiednimi specjalistami, również w Europie. Uświadamiała też, jakie języki obce należy jeszcze opanować, by bez ograniczeń zdobywać informacje, niezbędne do zgłębienia tematu.
Po mojej obronie utrzymywałyśmy nadal żywy kontakt. Dobrze się rozumiałyśmy, łączyły nas pasje do muzyki i historii sztuki. Prywatny księgozbiór Pani Profesor trafił – niejako „w spadku” – do mnie. Nie miałam świadomości, jakie skarby kryje ta biblioteka! Zgłębianie jej zawartości to pasjonujące doświadczenie. Na pamiątkę niezwykłego daru sporządziłam pieczątkę „Ze zbiorów prof. Magdaleny Czajki” – i umieściłam w charakterze ex-librisu we wszystkich egzemplarzach przekazanego mi księgozbioru.

Dr Tomasz Głuchowski zwrócił uwagę na niespotykane metody nauczania i zdolność  integrowania grup studentów i doktorantów, jaką dysponowała Pani Profesor:
- Magdalena Czajka przyciągała do siebie studentów. Miała mnóstwo doświadczeń i kontaktów, pewność siebie, ugruntowaną laurami konkursowymi. Zapraszano ją do jurorowania, rozstrzygania problemów związanych z budową organów. Jako nauczyciel była oddana swoim studentom, chociaż równocześnie surowa. Potrafiła wyrzucić z zajęć studenta, który zjawił się nieprzygotowany: „Niech pan idzie do domu – szkoda się męczyć. Proszę przyjść przygotowanym.” Mimo, że pierwsze wrażenie wskazywało na chłodną, ascetyczną, noszącą się w sportowym stylu postać – w rozmowie i bliższym kontakcie okazywała się być osobą ciepłą, przyjazną, z poczuciem humoru. Kiedy jako siedemnastolatek, uczeń IV klasy średniej szkoły muzycznej, pomyślałem o organach jako moim przyszłym instrumencie – pojechałem do kompozytora i organisty Mariana Sawy na konsultacje. Właśnie on zaprowadził mnie do prof. Czajki na przesłuchanie. Spojrzała na mnie, wysłuchała mojej gry i stwierdziła na wstępie: „Ręce ma pan nieciekawe, ale nogi – całkiem w porządku!” Potem była długa przerwa - aż do czasu, gdy objęła klasę organów we Wrocławiu. Kiedy zwróciłem się do niej z zapytaniem, czy zgodziłaby się prowadzić moje studia doktoranckie – przyjrzała mi się badawczo i oświadczyła: „Dobrze panu z oczu patrzy – ja się zgadzam. Niech pan próbuje – proszę się samemu przygotować i zdawać!” Według mojej intencji – doktorat dotyczył muzyki niderlandzkiego organisty, kompozytora i pedagoga przełomu renesansu i baroku - Jana Pieterszoona Sweelincka. Zaczęliśmy pracę od… rozprawek, które Pani Profesor zadawała mi co dwa tygodnie, na tematy wydawałoby się oczywiste dla muzyka, np. „Co to jest harmonia” lub „Co to jest agogika”. Chciała w ten sposób poznać mój sposób formułowania myśli. Zachęciła mnie do wyjazdu do Holandii: „Trzeba, by poznał pan całą bazę historyczną”. Pojechałem do prof. Petera van Dijka. Otworzył przede mną swój dom – zajęcia odbywały się przy różnych historycznych instrumentach. 

Powrót ze spaceru z psami. Księżyce, 2011.
Fot. Tomasz Mońko
Pisząc pracę doktorską bywałem wielokrotnie w domu Pani Profesor w Księżycach. Pamiętam doskonale nasze ostatnie spotkanie przed obroną. Usadzono mnie w fotelu – a Pani Magdalena i jej mąż, Ludwik Erhardt, usiedli naprzeciwko: „Teraz – proszę mówić – a my słuchamy!” … To było dla mnie naprawdę trudne ale okazało się nieocenionym doświadczeniem przed czekającym mnie egzaminem końcowym.
Kontakt Pani Profesor z nami miał charakter niemal rodzinny, choć ze stosownym dystansem. Często zwracała się do mnie: „Tomku, niech pan słucha: ...” Była wymagającym pedagogiem, pracowała detalicznie, rzetelnie – nuta po nucie. Zwracała szczególną uwagę na uderzenie klawisza. Powtarzała, że to istotne, jakim uderzeniem dźwięk się zaczyna, ale jeszcze ważniejsze – jak się go zakończy! Nieprawidłowe zdjęcie palców z klawiszy może spowodować urwanie frazy lub zły akcent. Uczulała nas na barwę dźwięku. Pytała o skojarzenia z danym fragmentem utworu. Proponowała oryginalne ćwiczenia: najpierw chodzenie z nutami po klasie, śpiewając dany głos, a po chwili – próbę zagrania tego samego fragmentu na organach. Polecała też grać obiema rękami na różnych manuałach, ale z wyłączonym jednym z nich.
Po egzaminach – koncertach, które tradycyjnie miały charakter otwarty – szło się całą klasą do kawiarni. Rozmawialiśmy z Panią Magdaleną o swoim graniu, dyskutowaliśmy o wykonaniach w formie rozmowy towarzyskiej.
Pani Profesor utrzymywała także kontakty ze swoimi byłymi uczniami, doktorantami. Wszyscy twierdzili, że te dwa lata studiów „pod skrzydłami” Magdaleny Czajki dały im więcej, niż wiele lat kształcenia gdzie indziej. Może dlatego, że w trudnych momentach potrafiła zmobilizować „delikwenta”, by się wewnętrznie „spiął” i nie rezygnował. Znamienne, że sama – pomimo nieuleczalnej choroby – zebrała się w sobie i poprowadziła jeszcze kilku doktorantów.

Prof. Józef Serafin prócz szczególnej bezkompromisowości – przypomniał o niezwykłym przywiązaniu Magdaleny Czajki do prof. Daniela Rotha: 

- Był dla niej wzorcem, pewne cechy przejęła od niego jako pedagog. Była nauczycielem o niewyczerpanych pokładach cierpliwości. Z uporem dążyła do celu, nie zniechęcała się. Ceniona przez studentów, cieszyła się olbrzymim autorytetem. Kiedy była moją asystentką dałem jej sto procent samodzielności, bo starała się pomagać wszystkim, którzy znajdowali się w potrzebie. 
Jako koncertująca organistka była wymagająca – niekoniecznie przyjmowała propozycje, które jej nie odpowiadały. Bardzo często ją zapraszałem – ale oczekiwanie na wyklarowany program koncertu trwało w jej przypadku bardzo długo. Dbała o to, by był wypolerowany, dobrany do danego instrumentu. Przygotowywała się bardzo skwapliwie do każdego recitalu. Była tytanem pracy – ćwiczyła bardzo długo i drobiazgowo, zwłaszcza palcowanie. Wyróżniała ją świetna technika fortepianowa i organowa, niesłychana staranność gry. Stosowała przy tym niestandardowe rozwiązania techniczne.
Na organach (wyłącznie z trakturą mechaniczną) – barwa dźwięku może się różnić, w zależności od jakości i charakteru uderzenia. Na ten aspekt gry – sposób wydobycia dźwięku – Magdalena zwracała szczególną uwagę. By odwołać się do wyobraźni brzmieniowej studentów, stworzyła oryginalny termin: kontur brzmienia, na który składają się barwa i artykulacja. To „wyższa szkoła jazdy” w grze organowej. 
Wielka szkoda, że powstało tak niewiele nagrań - mimo tak wielu recitali organowych prof. Magdaleny Czajki...
Być może ta nieprzeciętna wrażliwość na barwę dźwięku wzięła się z wcześniejszych doświadczeń – przecież Magdalena była także wybitną studentką Wydziału Reżyserii Dźwięku – prof. Karużas bardzo ją cenił. Mogłaby z powodzeniem spełniać się i w tym zawodzie.
Fot. Tomasz Mońko

Bardzo kochała zwierzęta – w szczególności psy. W Księżycach jej bordery miały raj. Przy tym była świetną turystką, kondycję miała fantastyczną. Kiedyś, podczas wspólnej wycieczki tatrzańskiej spóźniłem się na umówione spotkanie na Hali Gąsienicowej. „Oczekując” na moje przybycie – Magdalena zdążyła błyskawicznie zdobyć Świnicę i wrócić z powrotem do schroniska…

Serdeczny przyjaciel i wieloletni współpracownik prof. Magdaleny Czajki – prof. Jarosław Malanowicz – wspomina, z jakim oddaniem poświęcała czas swoim uczniom i studentom:
Magda była wspaniałą nauczycielką. Obserwowałem ją przez wiele lat podczas naszej pracy, zarówno w PSM II st. przy Miodowej, jak i na UMFC w Warszawie. Miała zasadę, której nie odstępowała – w trakcie zajęć była całkowicie skupiona na intensywnej pracy z uczniem lub studentem, nie podejmowała nawet pilnych telefonów. Poważnie podchodziła do swoich obowiązków, realizując je z zapałem i konsekwencją. Cechował ją przy tym upór w dążeniu do zdrowych celów. Efekty tej pracy były znakomite. Kiedy objęła klasę organów w AM we Wrocławiu – miała czterech studentów. W krótkim czasie ta liczba wzrosła do czternastu osób! Zarówno we Wrocławiu, jak i w Warszawie – Magdalena cieszyła się ogromnym autorytetem. Znajdowała się zawsze na czele rankingu pedagogów, których zajęcia miały największe powodzenie wśród studentów. Czasem zdarzało się, że niemal wszyscy chcieli studiować grę organową właśnie u niej… Pozostawiła po sobie wielu wspaniałych absolwentów. Pamięć o niej jest bardzo żywa.
Nic dziwnego – Magdalena rozwijała młodym ludziom horyzonty myślowe – jakby mimochodem. Na instrumentach o ograniczonych możliwościach wyszukiwała metody, by osiągnąć jak najlepszy efekt. Dysponowała ogromną wiedzą, jednak nigdy nie starała się nią imponować. Wykorzystywała ją, kiedy to okazywało się potrzebne. Nie znosiła szpanerstwa, popisywania się czymkolwiek. Trudno było prowadzić z nią merytoryczne dysputy. Zbijała płytką wiedzę polemistów żelaznymi argumentami. 

Koncert w Kościele Ewangelicko-Reformowanym
w Warszawie, podczas II Międzynarodowego
Cyklu Koncertów Organowych,
27 listopada 2011 roku.
Fot. Tomasz Mońko
Miała świetne pomysły, które z powodzeniem realizowała. Z jej inicjatywy i dzięki swym międzynarodowym kontaktom - w latach 1986 -1995, w PSM II st. im. J.Elsnera w Warszawie organizowała coroczne, bezpłatne kursy mistrzowskie, prowadzone przez Guy Boveta. Zjeżdżali się słuchacze z całej Europy. Podobne kursy skupiają przeciętnie około 10-12 uczestników. Tymczasem przez 10 lat – kursy na Miodowej cieszyły się rok w rok kilkudziesięcioosobową frekwencją! Podczas drugiej edycji kursu padł rekord: 140 słuchaczy! W późniejszym okresie Guy Boveta wspomagał współprowadzący – Herbert Wulf. W marcu 2010 roku mieliśmy w warszawskiej PSM II st. inaugurację nowych organów. Guy Bovet przybył wówczas, by zagrać na tym instrumencie. Rok później, wiedziony sentymentem, poprowadził jeszcze jeden kurs interpretacji. Dzięki tej wieloletniej bezinteresownej aktywności – Guy Bovet wprowadził polską szkołę wykonawstwa organowego do kręgu kultury zachodniej. To niezwykłe przedsięwzięcie umożliwiło realizację skomplikowanej procedury przyznania mu tytułu doktora honoris causa UMFC w Warszawie. Magdalena, pełniąc wówczas funkcję kierownika Katedry Organów i Klawesynu – była spiritus movens tej inicjatywy. Również podczas jej kadencji – doktorat honoris causa UMFC w Warszawie otrzymał prof. Joachim Grubich. Warto podkreślić, że są to w historii warszawskiej uczelni jedyne doktoraty honorowe dla organistów.

Po odbyciu rozmów z kilkorgiem znajomych Pani Profesor – zostałam zaproszona przez męża Pani Magdaleny, red. Ludwika Erhardta - do położonej kilkadziesiąt kilometrów od Wrocławia miejscowości o oryginalnej nazwie Księżyce. Zapytałam, co zdecydowało o przeprowadzce z Warszawy do oddalonej od Wrocławia niedużej wsi, usytuowanej wśród rozległych pól:

Żona od ćwierci wieku mieszkała w Warszawie, ale wciąż tęskniła za Dolnym Śląskiem, toteż od dawna chcieliśmy wyszukać tu dla nas jakąś siedzibę. Wybór padł na Księżyce, bo to wieś spokojna, niezbyt odległa od Wrocławia, z dobrym dojazdem do autostrady. Związanie się z wrocławską Akademią Muzyczną i perspektywa zatrudnienia się tam na stałe przyśpieszyły decyzję .Latem 2008 roku przenieśliśmy się na Dolny Śląsk. Kilka tygodni później okazało się, że władze wrocławskiej Akademii nie chcą kontynuować współpracy z prof. Czajką – z przyczyn do dziś niewyjaśnionych. Powiedzieliśmy sobie: „Dłużej klasztora niźli przeora”, a w dodatku Księżyce miały tyle uroku, że postanowiliśmy tu zostać. Tu było dużo miejsca. Żona za młodu chciała zostać weterynarzem. Byłaby z pewnością świetnym weterynarzem, bo rozumiała zwierzęta, a one ją rozumiały, była dla nich autorytetem. W Księżycach mieliśmy psy, koty, kozy, w ogrodzie zaprzyjaźnione jeże. I tysiące cudownych dzikich gęsi przelatujących nad głową.

Z kozą Zochą. Księżyce, 2011.
Fot. archiwum prywatne
Dla nas, mieszczuchów, życie w Księżycach było fascynującą przygodą. Zwłaszcza gdy zaczęły zakwitać pierwsze, posadzone przez nas kwiaty, gdy stare drzewa owocowe, mocno przycięte, odwdzięczyły się pięknymi jabłkami i renklodami. To wszystko była Magda. Pani Profesor wspinała się na drzewo z piłą lub sekatorem w garści i bezlitośnie wycinała wszystkie tzw. wilki, suche gałązki, wszystko, co zbyteczne, a ja mogłem tylko stać pod drzewem i w razie potrzeby łapać spadający sekator albo Panią Profesor. W wielu sprawach domowych byłem jej asystentem. Niektóre oddawałem walkowerem, np. wszystko, co wiązało się z elektrycznością – w końcu miała przecież za sobą studia reżyserii dźwięku, prawda?
Oddałem jej też kierownicę samochodu. Była bardzo dobrym kierowcą, mała szybką orientację, świetnie wyczuwała sytuację i intencje innych kierowców. W czasie naszych podróży, nieraz dalekich, samochód prowadziła Magda.
Owocowało jej doświadczenie nabyte w latach dziewięćdziesiątych, kiedy swoją starą Fiestą przemierzała Europę wzdłuż i wszerz z koncertami, zbierając pieniądze na swe pierwsze własne mieszkanie. W wielu takich sytuacjach była bardziej chłopakiem niż dziewczyną.

Z mężem, Ludwikiem Erhardtem, na pokazie
sportowym psów w Opolu, 2012.
Fot. archiwum prywatne
Ale nigdy nie było między nami sporów. Być może, wynikało to z różnicy wieku. Była ponad 22 lata młodsza ode mnie. Ja przy niej także byłem dużo młodszy. W naszym domu było dużo śmiechu, żartów, cyrku. Powaga pojawiała się tylko przy pracy. Dużo się od niej nauczyłem. Starałem się rewanżować sprawami językowymi, bo moim żywiołem był jednak zawsze język. Niektóre jej cechy wrodzone, były nie do naśladowania. W Księżycach ujawniła się na przykład jej łatwość nawiązywania przyjaznych kontaktów z ludźmi – w mieście mniej widoczna. Jakże ją tu wszyscy polubili! Prosili mnie potem, żeby tu z nimi została. Posłuchałem, bo i co miałem zrobić? Oboje byliśmy tułaczami na tej ziemi. Teraz jej kwiaty przynoszą.


Rozmawiała: Beata Bigda
Wrocław, marzec 2015.



Artykuł ten ukazał się na łamach Dolnośląskiego Magazynu Społeczno-Kulturalnego ROBB+MAGGazin, w podwójnym numerze 7-8 / 2015.

Magdalena Czajka - mądra uczciwość /część pierwsza - życiowa droga w pigułce/


Czasami powraca do mnie pytanie: dlaczego tak często zdarza się, że osoby wybitne, przekazujące innym swoje pasje i niespotykane umiejętności, dzielące się nie tylko wiedzą, ale przede wszystkim kształtujące u podopiecznych umiejętność samodzielnej, twórczej pracy – odchodzą przedwcześnie? 

Tak wiele cennych wartości mogłyby jeszcze przekazać…


Prof. Magdalena Czajka podczas koncertu
w Kościele Ewangelicko-Reformowanym.
II Międzynarodowy Cykl Koncertów Organowych,
Warszawa, 27 listopada 2011.
Fot.Tomasz Mońko
Magdalena Czajka – wrocławianka, profesor warszawskiego Uniwersytetu Muzycznego Fryderyka Chopina i Akademii Muzycznej im. Karola Lipińskiego we Wrocławiu, ceniona organistka i pedagog - była jedną z tych niepowtarzalnych indywidualności. Mimo krótkiej życiowej drogi, udało się jej zgromadzić liczne, z roku na rok powiększające się grono wiernych studentów, zarówno w kierowanej przez nią w latach 2005-2012 Katedrze Organów i Klawesynu UMFC w Warszawie, jak i w klasie organów, którą prowadziła w AM we Wrocławiu (2006-2008). Była autorytetem w swoim środowisku zawodowym. Wielokrotnie uczestniczyła w jury krajowych i zagranicznych konkursów organowych, zapraszano ją także do prowadzenia licznych kursów interpretacji w kraju i za granicą. W latach 2010-2011 gościnnie pełniła obowiązki profesora gry organowej na Uniwersytecie Johannesa Gutenberga w Moguncji (Mainz) w Niemczech. I tu również prowadzone przez Magdalenę Czajkę zajęcia cieszyły się ogromnym powodzeniem wśród studentów, którzy przybywali do Mainz z zagranicy, również z Polski. Poważna choroba uniemożliwiła Pani Profesor kontynuację pracy pedagogicznej w Niemczech na stałej posadzie.
Jednakże jako inicjatorka przedsięwzięcia – stała się w 2012 roku promotorem w procedurze przyznania profesorowi Guy Bovetowi tytułu doktora honoris causa UMFC w Warszawie. W tym samym roku Śląskie Towarzystwo Muzyki Kościelnej przyznało jej godność członka honorowego, a w 2013 r.- na kilka miesięcy przed śmiercią - otrzymała z rąk Prezydenta RP tytuł profesora sztuki muzycznej.
Sukcesy, które odnosiła, wynikały z wielokierunkowej, konsekwentnie realizowanej, wytężonej pracy, która wypełniła jej karierę artystyczną, znakomicie uzupełniając wrodzone predyspozycje. Dzięki wrażliwości muzycznej i ogromnemu wyczuleniu na barwę dźwięku, obdarzona słuchem absolutnym artystka skupiła swoje zainteresowania naukowe na dziedzinach związanych z kształtowaniem dźwięku: reżyserii muzycznej i grze organowej.
Na Wydziale Reżyserii Dźwięku Akademii Muzycznej w Warszawie studiowała jednocześnie dwie specjalności: „Reżyserię dźwięku w filmie” i „Fonografię”, pod kierunkiem prof. Antoniego Karużasa. Cztery lata później zdecydowała się podjąć naukę gry organowej na Wydziale Fortepianu, Klawesynu i Organów warszawskiej Alma Mater, w klasie prof. Andrzeja Chorosińskiego.
Obydwa kierunki studiów zostały uwieńczone dyplomami z wyróżnieniem.
Fascynacja barwą i głęboko skrywaną przez naturę istotą dźwięków – poprzez przyswajanie wiedzy  w wielu różnorodnych zakresach – zaowocowała umiejętnością wnikliwego słyszenia. W „Autoreferacie”, napisanym w maju 2011 r. – Magdalena Czajka podsumowała ten okres swojego życia jako czas, w którym nastąpiło znaczące poszerzenie świata wewnętrznej wyobraźni brzmieniowej:
(…) Ćwiczenie i zajęcia na dalekich od ideału instrumentach, stanowiących wyposażenie sal organowych, szybko uświadomiły mi, że pytanie o dynamikę i wolumen brzmienia jest w przypadku organów również pytaniem o barwę dźwięku – inaczej: pytaniem o registrację. Na organach bowiem dynamika nie jest jakością samodzielną – za każdym razem musimy dokonać wyboru głosu o odpowiednim wolumenie, a jedną z cech charakteryzujących ten głos będzie zawsze barwa dźwięku (…)

Przy instrumencie.  Akademia Muzyczna im. F. Chopina,
Warszawa, 2005.
Fot. archiwum prywatne
Jako stypendystka rządu francuskiego i Rotary International – Magdalena Czajka ukończyła w 1985 roku dwuletnie studia w klasie mistrzowskiej prof. Daniela Rotha w Strasburgu, z przyznaną jednogłośnie pierwszą nagrodą. Odegrały one znaczącą rolę w dalszym rozwoju naukowym i artystycznym. To dzięki sugestiom mistrza Rotha – Magdalena Czajka przetłumaczyła na język polski dwie fundamentalne pozycje autorstwa Nikolausa Harnoncourta, poświęcone między innymi problemom brzmienia i artykulacji: „Muzyka mową dźwięków” i „Dialog muzyczny: rozważania o Monteverdim, Bachu i Mozarcie”.

Po powrocie z Francji – prowadziła lekcje gry organowej w Państwowej Szkole Muzycznej II stopnia im. Józefa Elsnera w Warszawie. Kilka lat później – po wygranym konkursie asystenckim - podjęła również pracę na dzisiejszym Uniwersytecie Muzycznym Fryderyka Chopina jako asystentka prof. Józefa Serafina. W tym samym okresie stała się inicjatorką i organizatorem bezpłatnych kursów mistrzowskich, prowadzonych przez dziesięć lat w gościnnych murach PSM II st. przy ul. Miodowej w Warszawie przez Guy Boveta – szwajcarskiego kompozytora i organistę światowej klasy. 

Podczas uroczystości nadania tytułu doktora honoris causa
Uniwersytetu Muzycznego Fryderyka Chopina
profesorowi Guy Bovetowi. Warszawa, 2012.
Tytuł ten był wyrazem wdzięczności za bezinteresowny wkład
wybitnego artysty w kształcenie polskiej młodzieży muzycznej.
Fot. archiwum prywatne

Jako koncertująca organistka odnosiła międzynarodowe sukcesy: została laureatką III Szwajcarskiego Konkursu Organowego im. J. S. Bacha oraz licznych, indywidualnych kursów mistrzowskich, których udzielali wybitni organiści o międzynarodowej renomie, m.in.: Guy Bovet, Christiane Jaccottet, Gustav Leonhardt, Michael Schneider, Zigismond Száthmary, Montserrat Torrent, Herbert Wulf. Nie dziwi więc, że występowała z recitalami organowymi w większości krajów Europy.
Profesor Magdalena Czajka przez całe życie związana była z miastem i regionem swojego pochodzenia - Wrocławiem i Dolnym Śląskiem. Tutaj odbyła swą ogólnokształcącą i muzyczną edukację: ukończyła Państwowe Liceum Muzyczne (obecnie: Ogólnokształcącą Szkołę Muzyczną I i II stopnia im. Karola Szymanowskiego we Wrocławiu) w kasie fortepianu mgr Ewy Piotrowskiej. 
W trakcie dojrzałej już, międzynarodowej kariery solistycznej, naukowej i pedagogicznej – stale powracała do Wrocławia, angażując się w działalność na rzecz kultury i sztuki regionu. Między innymi – jako Wiceprzewodnicząca Rady Fundacji Opus Organi brała aktywny udział w staraniach, zmierzających ku odbudowie wielkich organów Michaela Englera we wrocławskiej Bazylice p.w. św. Elżbiety Węgierskiej. 
Wielokrotnie koncertowała nie tylko we Wrocławiu (m.in. w ewangelickim kościele Opatrzności Bożej), ale także w dolnośląskich kościołach – gdzie do dziś zachowało się wiele historycznych, wartościowych instrumentów – oczywiście po licznych, przed- i powojennych udoskonaleniach,  remontach i przebudowach. 
W 2008 r. zdecydowała się na stałe związać osobiste i zawodowe życie z Wrocławiem. Zamieszkała w okolicach swojego rodzinnego miasta.
We wrześniu 2013 r. Śląskie Towarzystwo Muzyki Kościelnej takimi słowy wspominało w klepsydrze postać swojej Honorowej Członkini: „Byłaś nam Przewodnikiem, Mistrzem i Przyjaciółką. Niech Pokój Boży będzie z Tobą”.
Niemal w rocznicę śmierci wybitnej organistki, w finale IX Międzynarodowego Festiwalu Organowego, w luterańskim kościele Opatrzności Bożej we Wrocławiu odbył się niezwykły koncert, zatytułowany: Magdalena Czajka in memoriam. Na tutejszym instrumencie symfonicznym, zbudowanym przez J. Steinmeyera w 1924 r. (z zachowanymi oryginalnymi głosami i z trakturą elektromagnetyczną dodaną podczas przebudowy w latach 1989–1991) zagrał niegdysiejszy nauczyciel Magdaleny - mistrz sztuki organowej ze Strasburga – obecnie zaś organista tytularny w kościele św. Sulpicjusza w Paryżu i światowy autorytet w zakresie kompozycji i wykonawstwa organowego – prof. Daniel Roth. Po refleksyjnym, pełnym zadumy recitalu, podzielił się z wrocławską publicznością wspomnieniami ze swych wieloletnich, przyjaznych kontaktów z Magdaleną Czajką, a kierownik artystyczny festiwalu, dr Dawid Ślusarczyk, zaprosił przybyłych melomanów do zwiedzenia wystawy pamiątek, związanych z postacią artystki. 

Przyjęcie z rąk Prezydenta RP tytułu profesora sztuki muzycznej.
Warszawa, 2013.
Fot. archiwum prywatne

Beata Bigda
Wrocław, marzec 2015.

Artykuł ten ukazał się na łamach Dolnośląskiego Magazynu Społeczno-Kulturalnego ROBB+MAGGazin, w podwójnym numerze 7-8 / 2015.


niedziela, 14 czerwca 2015

Kampania w demokracji


Tak trudno wyłuskać prawdę

z zalewu tromtadracji


Niewidzący czuje i słyszy lepiej

Niesłyszący widzi i odczuwa więcej


Podobno niedaleko od obłędu do geniuszu


Los zarezerwował dla nielicznych

rzadką zdolność nieomylnego odkrywania

rzeczywistych intencji i zamiarów

poprzez obserwację nieświadomych, mimowolnych zachowań



Odczytywanie mowy ciała

pozbawione błędów

wywołanych sugestią werbalną

możliwe jest u dotkniętych afazją


Gdybyż tak można było

tymczasowo tę afazję włączać

w momentach podejmowania istotnych decyzji

o losach społeczeństw...



Wówczas dzieje ludzkości

trzeba byłoby opisać od nowa




Beata Bigda
Wrocław, w czerwcu 2015 roku