wtorek, 18 grudnia 2012

Rozwój terytorialny Wrocławia po zburzeniu fortyfikacji - powstanie wrocławskich osiedli


Metamorfoza Wrocławia, zapoczątkowana w XIX stuleciu, umożliwiła późniejszy rozwój miasta, stworzenie nowych ulic, placów, parków, osiedli. Dzięki niej – z drugiego miasta Prus stał się trzecim – po Berlinie i Hamburgu – miastem Cesarstwa Niemieckiego, by zostać później znaczącym ośrodkiem handlowym Europy Środkowowschodniej, godnym miana stolicy Śląska.

      
Rozwój przestrzenny Bresslau w Królestwie Prus (1741-1871)        
                                                                       
Początek wieku dziewiętnastego był przełomowym momentem dla przestrzennego rozwoju Wrocławia. Podjęto wówczas decyzję o likwidacji fortyfikacji. Wcześniejsze zamknięcie grodu w okowach średniowiecznych murów powodowało nie tylko przeludnienie i złe warunki sanitarne, ale także ciasnotę gęstej zabudowy, pozbawionej zieleni i wolnych przestrzeni, które umożliwiałyby przewietrzanie tkanki miejskiej.

Wprawdzie kilkadziesiąt lat wcześniej, w 1749 r., po uderzeniu pioruna, które spowodowało eksplozję prochowni – Friedrich II począł nie tylko naprawiać ale też powiększać fortyfikacje. Na uzyskanych w ten sposób terenach ulokowano garnizon, potem – obok gmachu dowództwa – cukrownię i wiele budynków przemysłowych, a nawet mieszkalnych. W latach 1768-83 na północ od Ostrowa Tumskiego powstał system fortyfikacji, oparty na odnogach Odry. Jednak po kilkudziesięciu latach miasto i tak przelało się przez nowe umocnienia – które straciły w ten sposób swoje militarne znaczenie.

Na początku XIX w. pruski Bresslau nie cieszył się dobrą opinią. Mówiono i pisano o nim niepochlebnie: „stara, brudna, ciasna i ponura twierdza, pełna przykrych zapachów”. Johann Wolfgang Goethe, odwiedzając Bresslau jesienią 1790 r. stwierdził, iż jest to miasto, od którego chciałby być „wybawiony”. Jednak przyszły amerykański prezydent John Quincy Adams, po przejeździe przez Bresslau w 1804 r. skonstatował, że mimo wcześniejszych ostrzeżeń – miasto to „ma dość ciekawostek, by przyjemnie spędzić tych kilka dni, które mu poświęciliśmy”.

Na rozkaz Napoleona Bresslau pozbawiono fortyfikacji. Mury miejskie miały być rozebrane, a fosy zasypane, bramy miejskie jednak pozostawiono. Prace trwały kilkadziesiąt lat. Po wycofaniu się Francuzów, również król Prus zaproponował, by umocnienia zamienić w promenady. Miasto odetchnęło, uzyskując przestrzeń życiową poza średniowiecznymi murami.

Johann Friedrich Knorr - miejski radca budowlany (pełniący swoje funkcje w latach 1809-21) przygotował projekt przeobrażenia fortyfikacji w promenady i czuwał nad jego realizacją. Jako pierwszy we Wrocławiu stworzył wizję spójnego systemu terenów spacerowych, dostępnych dla  wszystkich mieszkańców miasta. Na ten system złożyły się promenady wzdłuż fosy i Odry, lasek przy obecnej ul.Pomorskiej, zieleńce na Kępie Mieszczańskiej, zadrzewiony plac Katedralny i spacerowy deptak przy obecnej ul.Szczytnickiej. W czasie sprawowania swojego urzędu, Knorr zrealizował dwa z planowanych założeń parkowych. Na podstawie jego projektu poddano regulacji dawną zewnętrzną fosę miejską, przekształcając ją w ciąg podłużnych stawów, a po jej wewnętrznej stronie utworzono spacerowe aleje, obsadzone rzędami drzew. Monotonię tego układu urozmaicały zachowane dwa dawne bastiony: Sakwowy i Ceglany, przeistoczone w widokowe wzgórza. Z usytuowanych tam punktów widokowych podziwiać można było ogrody na przedmieściach (po zewnętrznej stronie Podwala), a w oddali – malowniczy krajobraz otoczenia Ślęzy.

W połowie XIX w. Bresslau mógł być dumny ze swojej metamorfozy. W artykule „Nowa postać miasta”, zamieszczonym w periodyku „Przyjaciel Ludu” w 1836 r., pisano:
Mało już nawet jest śladów, że Wrocław niegdyś mocną był twierdzą. Groźne wały zamienione na zielone ogrody i wesołe promenady, bujnymi obsadzone drzewami. Wszędzie teraz przestronniej, jaśniej, weselej.(…)Trzy bastiony zamiast dział śmiercionośnych dźwigają zielonych drzew wierzchołki i kwiatów rozlicznych wieńce.”

W 1840 r. populacja miasta wzrosła o dwie trzecie w porównaniu do roku 1800. W dalszych latach rozwój przedmieść następował lawinowo, o czym pisano w 1865 r. w krakowskim „Tygodniku Ilustrowanym”: „Pociąg do budowania z każdym rokiem widocznie tu rośnie. Nie ma już miejsca w mieście samym, szukają go więc za rogatkami, gdzie nie pojedyncze domy, ale całe ulice jak grzyby wystrzelają z ziemi. W wielkim łuku obejmują stary gród, w założeniu swym tyle z Krakowem podobieństwa mający - przedmieścia, z których każde odrębną oznacza się cechą. Świdnickie uważają za siedzibę dostatku i zamożności, na Mikołajskim zaś i innych, rozciągających się ponad brzegami Odry, rozgościł się przemysł fabryczny.”
     
Rozrastający się Bresslau wchłaniał okalające go wioski. Po przyłączeniu w 1868 r. gmin Gabitz, Neudorf, Hofchen, Lehmgruben, Huben, Fischerau i Alt-Scheitnig jego populacja wzrosła o 14 tysięcy. W 1871 r. miasto liczyło już 200 tysięcy mieszkańców.


Rozwój Breslau w Cesarstwie Niemieckim (1871-1918)

Eksplozja demograficzna w latach 1871-1914 spowodowała zwiększenie populacji Breslau o 150 procent. Organizm miejski wchłonął kolejne wioski: Kleinburg (Dworek) i Popelwitz (Popowice) w 1896 r.; Herdain (Gaj), Durrgoy (Tarnogaj) i Morgenau (Rakowiec) w 1904 r.; Grabschen (Grabiszyn) w 1911 r. Uregulowanie rzeki na terenie niegdyś bagnistej doliny Leerbeutel (Zalesie) w 1901 r. i Karlowitz (Karlowice) w 1904 r.– umożliwiło utworzenie na tych obszarach nowoczesnych zielonych przedmieść.

Żywiołowa ekspansja miasta wymusiła wkrótce wzniesienie 16 nowych mostów. Na przełomie XIX i XX wieku rozwinęła się też sieć tramwajowa, łączność telefoniczna i telegraficzna. Powtarzające się powodzie były przyczyną powstania w latach 1912-17 kanału odciążającego (Flutkanal), który rozpoczynał się w Bartheln (Bartoszowicach), a kończył przy moście Hindenburga, wpadając do Alte Oder. W efekcie osiedla: Scheitnig (Szczytniki), Wilhelmsruh (Zacisze), Gruneiche (Dąbie) i Bischofswalde (Biskupin) zamienione zostały w sztuczną wyspę. W 1864 otwarto pierwszą gazownię miejską, potem udoskonalono system, tworząc sieć gazowni, która zaspokajała potrzeby miasta w 85 procentach. Podobny rozwój nastąpił w dziedzinie elektryczności.
Ponadto, na początku XX w., Breslau zdobył reputację ośrodka architektury modernistycznej. Dwóch kolejnych dyrektorów Miejskiego Wydziału Architektury przyczyniło się do wdrożenia wielu awangardowych projektów. Richard Pluddemann działał w latach 1885-1908, a jego następca – Max Berg  swój urząd piastował w latach 1908-1925.
Pierwszy – był autorem (wspólnie z F.A.Kusterem) wspaniałej Rittermarkthalle (Hali Targowej) z 1908 r., a drugi – twórcą słynnej Jahrhunderthalle (Hali Stulecia) z 1913 r. Obie konstrukcje charakteryzowały się nowatorskimi zastosowaniami pracującego betonu – tyle, że w przypadku Hali Targowej były to betonowe łuki konstrukcji przekrycia budynku, natomiast Hala Stulecia została wzniesiona w całości z pracującego betonu, a jej olbrzymia kopuła (o średnicy 67 m) jest większa od sławnej kopuły rozpiętej nad Bazyliką św.Piotra.

Tuż przed rozpoczęciem pierwszej wojny światowej Breslau był miastem na ówczesne czasy wspaniałym: pełnym zieleni, rozległych widoków, monumentalnych gmachów – ale też uroczych historycznych zakątków i nowoczesnych przedmieść. Harmonia pomiędzy architekturą poprzednich stuleci, a  nowymi obiektami oraz różnorodność tkanki miejskiej stanowiły o atrakcyjności miasta stu wież. Nic dziwnego więc, że w tym okresie Breslau był połączony kolejowo ze wszystkimi regionami Niemiec i Europy.

Niestety - w czasie pierwszej wojny światowej i po niej nastał okres poważnych politycznych i gospodarczych niepokojów i zawirowań.


Przed drugą wojną światową (1918-1939)… 

Stabilizacja polityczna w połowie lat dwudziestych przyczyniła się do znacznej poprawy warunków społeczno-gospodarczych, jednak Breslau zajmował ciągle jedno z ostatnich miejsc w niemieckich statystykach, ukazujących porównawczo poziom bezrobocia, dochód na głowę mieszkańca, poziom opieki zdrowotnej, zasoby mieszkaniowe.
W 1925 r. na przykład – ponad dwie trzecie rodzin dysponowało zaledwie dwoma izbami, a cztery lata później co szósty mieszkaniec był bezrobotny. W reakcji na światowy kryzys gospodarczy (1929) miasto przeszło na stronę nazizmu.
Po roku 1932 sytuacja ekonomiczna stopniowo zaczęła się poprawiać. Budowie autostrady miasto zawdzięczało swój powrót do roli ośrodka handlowego Europy Środkowowschodniej. W 1935 r. otwarto Targi Południe-Wschód (Sud-Ost Messe), przemianowane dwa lata później na Breslauer Messe.

Na początku XX w. poprawa warunków życia i stanu zasobów mieszkaniowych stały się głównymi wyzwaniami w Breslau. Dlatego też w 1921 roku rozpisano architektoniczny konkurs na plan rozwoju miasta w dwóch kategoriach: osiedli bloków mieszkaniowych i nowych przedmieść mieszkalnych.

O rezultatach tego konkursu, pierwszym planie generalnym Wrocławia z 1924 roku i dalszym rozwoju przedmieść Breslau opowiem w następnym numerze „Słowa wrocławian”.


Beata Bigda 
Wrocław, październik 2012 r.

Podczas pracy nad artykułem korzystałam z pozycji autorstwa Normana Davies'a i Rogera Moorhouse'a "Mikrokosmos. Portret miasta środkowoeuropejskiego. Vratislavia. Breslau. Wrocław."
/Wydawcy: Wydawnictwo ZNAK oraz Zakład Narodowy im. Ossolińskich – Fundacja, Kraków, 2002/

oraz z pracy zbiorowej Instytutu Historii Architektury, Sztuki i Techniki Politechniki Wrocławskiej pod redakcją prof. Jerzego Rozpędowskiego „Architektura Wrocławia. Tom 2. Urbanistyka do roku 1945”
 /Wydawca: Oficyna Wydawnicza Politechniki Wrocławskiej, Wrocław, 1995/

Explicationis /cz.II/ do dwóch cykli artykułów o Wrocławiu: "Osiedla Wrocławia" i "Wrocławskie budynki", które ukazały się na łamach miesięcznika "Słowo Wrocławian" oraz na jego stronie, począwszy od lipca 2012 r.


piątek, 30 listopada 2012

Zrujnowane miasto i zaminowane pole dyniowe


Odcinek pierwszy cyklu "Osiedla Wrocławia": 

Oporów - powstanie Kolonii Akademickiej w 1945 r.


W lipcowym eseju “Vivat crescat floreat Vratislavia. Niech żyje, rośnie i kwitnie Wrocław” zapowiadałam - w kontynuacji vratislaviańskich tematów - dwa nowe cykle artykułów: “Osiedla Wrocławia” i “Wrocławskie budynki”.Nie było przy tym moją intencją prezentowanie Czytelnikom encyklopedycznej, historycznej i architektonicznej inwentaryzacji kolejnych dzielnic naszego miasta. Jak wiadomo, charakter i urok miejsc tworzą przede wszystkim ludzie, a dopiero w drugiej kolejności krajobrazy, budownictwo, infrastruktura i przedmioty - dlatego postanowiłam przedstawić osiedla Wrocławia przez pryzmat wspomnień mieszkańców i ich losów - czasem zupełnie niesamowitych, splecionych z niezwykłymi dziejami poszczególnych miejsc.



Przed stołówką Akademickiej Straży Uniwersyteckiej grupy Oporów.

Repatrianci z Ziem Wschodnich (z okolic Lwowa, Stanisławowa i z Wileńszczyzny), ludzie zmuszeni do natychmiastowego opuszczenia swoich wielopokoleniowych domostw  i posiadłości na utraconych po zakończeniu wojny wschodnich rubieżach Rzeczpospolitej - przyjeżdżali do Wrocławia i na Dolny Śląsk - często tylko z tobołkiem na plecach - by tutaj, na obcej dla nich ziemi, zbudować swój nowy dom.

Dlaczego właśnie Oporów - peryferyjne wrocławskie osiedle - rozpoczyna naszą “osiedlową sagę” -  mimo, że dopiero w 1951 roku ta podmiejska osada została objęta granicami miasta i podniesiona do rangi wrocławskiego osiedla? Powodów jest kilka. Przede wszystkim miejsce to odegrało - zwłaszcza w powojennej historii polskiego Wrocławia - rolę niebagatelną. To tutaj, po upadku twierdzy Breslau w maju 1945 roku, nieliczna grupa śmiałków przybywających m.in. z Zagłębia, Kielecczyzny, Lubelszczyzny, centralnej Polski, Wielkopolski, ale również rejonów lwowskiego i wileńskiego - rozpoczęła organiczną pracę od podstaw nad osiedlaniem świeżo przybyłych do Wrocławia, zwłaszcza ze Lwowa i z Warszawy, pracowników naukowych uczelni wrocławskich. Oporów - kolonia akademicka w powojennym Wrocławiu - jest też bliskim miejscem dla mnie i mojej rodziny - tutaj wychowywałam się i dorastałam. Zapraszam do odbycia krótkiej podróży w czasie do roku 1945, kiedy to grupa Pionierów Wrocławia, osadzona na “Posterunku Oporowo”, tworzyła w niezmiernie surowych warunkach kampus akademicki dla wrocławskich uczelni.

Urodziłam się we Wrocławiu niemal dokładnie w 16 rocznicę zakończenia II wojny światowej. Swoje szczenięce lata spędziłam na wrocławskim osiedlu Oporów, niezwykłym nie tylko ze względu na willowy charakter zabudowy i przepiękne ogrody, ale przede wszystkim z powodu niepowtarzalnej w innych rejonach miasta atmosfery, pełnej szacunku dla wysiłku intelektualnego i twórczej aktywności. Był to klimat o niespotykanej gdzie indziej - tak skondensowanej intensywności.

Biegając codziennie uliczkami Oporowa na lekcje gry na fortepianie lub tzw. „komplety” języka angielskiego, albo jeżdżąc w wolnych chwilach na rowerze – napotykałam szaro-beżowe elewacje poniemieckich domów i willi, pokryte charakterystycznym, chropowatym  tynkiem – tu i ówdzie naznaczonym śladami pocisków. W niektórych ogrodach straszyły na wpół zburzone poniemieckie komórki gospodarcze i altany. Gdzieniegdzie zachowane, wymalowane podczas wojny na frontowych ścianach skośne białe strzałki, kierowały patrzącego ku piwnicznym oknom, wskazując miejsce możliwego schronienia w czasie nalotów. Były także mniej przerażające pozostałości – w oporowskim sklepie mięsnym zachowały się na przykład piękne kafle ścienne z holenderskim wzorem, a w ogrodach budziły podziw dorodne stare dęby, lipy, orzechy włoskie, gigantyczne krzewy tamaryszków, złotokapów i bzów.

Sobotnie wieczory należały do najprzyjemniejszych chwil w życiu mojej rodziny. Był to czas przeznaczony na spotkania towarzyskie – popularną rozrywkę naszej osiedlowej społeczności - szczególnie w latach 60-tych i 70-tych ubiegłego stulecia. Moich rodziców odwiedzały postacie nietuzinkowe, których na Oporowie nie brakowało.

Miałam okazję słuchać mrożących krew w żyłach opowieści: o przeżyciach uczestników Powstania Warszawskiego (m.in. Marii Grabowskiej), o niezwykłych wyczynach Henryka Januszkiewicza – kształconego w Anglii Cichociemnego o pseudonimie “Spokojny”, czy o pobudzających wyobraźnię scenach z odradzającego się po tragedii Festung Breslau miasta – w relacjach Andrzeja Pachlewskiego – pioniera Wrocławia, członka Akademickiej Straży Uniwersyteckiej (ASU) w 1945 roku.

Najbardziej lubiłam wieczorne spacery z moim ojcem, panem Andrzejem i jego przesympatycznym fox-terrierem Joe. Najczęściej rozpoczynaliśmy marszrutę z naszego mieszkania przy oporowskiej szkole na ul. Solskiego – dalej podróżując aleją kasztanową wzdłuż ul. Wiejskiej, by dotrzeć do drogi zwanej ulicą Avicenny – gdzie czekała na nas otwarta przestrzeń pól, ograniczona w oddali szlabanem przejazdu kolejowego przy stacji Wrocław – Muchobór (obecnie: Wrocław Zachodni). Wędrowaliśmy więc wielokrotnie do granic Oporowa, słuchając barwnych opowieści pana Andrzeja z okresu, kiedy Wrocław - po upadku  Festung Breslau w maju 1945 r. - przypominał zrujnowane pogorzelisko a Oporów  przeznaczony na kampus akademicki z trudem odradzającego się do życia miasta – został objęty ochroną przez Akademicką Straż Uniwersytecką.

- Spójrzcie – tutaj stała bateria dział przeciwlotniczych kalibru 88 mm, o ogromnej skuteczności! – wskazywał sąsiadujące z drogą pola pan Andrzej. - Niemcy nie zdążyli ich wycofać do centrum Wrocławia przed nadejściem wojsk radzieckich – więc postanowili je unieczynnić.

Chadzałem tędy często w tamtych dniach, penetrowałem również dalsze okolice Oporowa szukając źródeł jakiegokolwiek pożywienia dla ekipy naszego posterunku ASU. Poruszałem się rowerem marki “Bismarck”, początkowo bez ogumienia. Obwiązywało się obręcze sznurkiem i od biedy można było przejechać z wielkim hałasem krótki odcinek drogi wyłożonej kostką. Później pewien autochton, który miał warsztat mechaniczny w budynku, w którym obecnie jest sklep “Pod dębem”, pomógł mi wyposażyć rower w niezbędne części. Polubiłem nawet jazdę na tym jednośladzie. Pewnego razu wybrałem się na rowerową wycieczkę w kierunku poniemieckiej autostrady. Z mostu nad drogą zauważyłem jakieś uprawy. Okazało się, że na polach za mostem rosły sobie spokojnie dojrzałe dynie. Ucieszyłem się, że pani Maria Turnau - z dobrej woli nasza wspaniała kucharka, a przed wojną - lwowska nauczycielka gry na fortepianie - ugotuje nam pyszny obiad. Bez zastanowienia wtargnąłem na dyniowe pole. W pośpiechu i zapale nie zauważyłem, że teren uprawy otoczony jest czerwoną taśmą. Z daleka dobiegły mnie głośnie okrzyki żywo gestykulujących żołnierzy rosyjskich: MINY! MINYYY!!! Z dynią pod pachą i sercem na ramieniu opuszczałem zaminowane pole. Po godzinie udało mi się, o dziwo bez szwanku, przebyć te parędziesiąt metrów wstecz i powrócić na autostradę. Byłem zupełnie mokry ale poczułem się jak nowo narodzony!

- Panie Andrzeju - ciekawa jestem, jak się to wszystko zaczęło - dlaczego znalazł się Pan akurat tutaj, we Wrocławiu, tuż po wojnie? - zapytałam.

- Dziecko, po zakończeniu wojny bardzo chciałem studiować. Okazało się jednak, że uczelnie Krakowa i Gliwic miały już komplet studentów i nie przyjmowały nowych chętnych. Od mojego ojca dowiedziałem się o istnieniu straży akademickiej we Wrocławiu, gdzie tworzono Uniwersytet i Politechnikę, sprowadzając kadrę naukową ze Lwowa, Krakowa i Warszawy.

Nad ranem, w pierwszych dniach sierpnia 1945 roku, przyjechałem z Gliwic na dworzec Wrocław -Nadodrze (Odertor-Bahnhof). Z 25 kilogramowym plecakiem wyruszyłem pieszo z dworca do siedziby szefostwa straży akademickiej uniwersytetu, mieszczącej się przy dzisiejszej ul. Marii Curie  Skłodowskiej (Tiergartenstrasse). Po drodze przemierzyłem również cały Plac Grunwaldzki (wówczas: Kaiserstrasse i Scheitniger Stern), który - jak wiesz - był zupełnie oczyszczony z budynków jeszcze przez Niemców. Miały przecież stamtąd startować samoloty, unosząc uciekających z Breslau dostojników nazistowskich... Wszechobecny trupi odór, gromady grasujących szczurów, a przy tym dopalające się to tu, to tam, zupełnie opustoszałe ruiny - nie budziły otuchy w przybyszach, penetrujących miasto po upadku Festung Breslau w poszukiwaniu miejsca do osiedlenia się.

Prawie od razu po przyjęciu mnie do Akademickiej Straży Uniwersyteckiej - dowodzący Grupą Naukowo-Kulturalną prof. Stanisław Kulczyński (dawny rektor Uniwersytetu im. Jana Kazimierza we Lwowie) skierował naszą grupę, złożoną z kilkunastu członków ASU - do Oporowa, byśmy zapewnili bezpieczeństwo tej podwrocławskiej wówczas osadzie, zorganizowali tam życie, a następnie zajęli się wstępnym przygotowaniem do zamieszkania poniemieckich domów i sprowadzeniem tam profesorów. Następnym naszym obowiązkiem było codzienne eskortowanie naukowców z Oporowa na Uniwersytet.

Andrzej Pachlewski w latach 40-tych XX w.
 Nasz “Posterunek Straży Akademickiej Oporów” miał wyjątkowo szeroki zakres działań. Uzbrojeni “po zęby” własnym przemysłem, musieliśmy radzić sobie z często bardzo trudnymi sytuacjami. Musicie wiedzieć, że w tamtych miesiącach 1945 roku Oporów był prawie zupełnie opustoszały. Przy dzisiejszej ul. Solskiego (Breslauer Strasse) nie mieszkał żaden Polak, jedynie na ulicy Wiejskiej (Hauptstrasse) osiedliło się kilka polskich rodzin, przybyłych ze wschodu. Właściwie tylko biało-czerwona flaga, którą zawiesiliśmy na naszym posterunku przy Breslauer Strasse 32, świadczyła o obecności Polaków. Nie było żadnej władzy, ani nawet milicji. Niemców również mieszkało tu niewielu, choć było ich o wiele więcej, niż Polaków. Większość stanowiły niemieckie wdowy po żołnierzach Wehrmachtu - mężczyzn pozostało zaledwie około dziesięciu. Natomiast na Opperauer Strasse (ulicy Karmelkowej) stacjonował wtedy karny batalion radziecki! Możecie sobie wyobrazić, z jakimi sytuacjami mieliśmy do czynienia na co dzień.

Uzbrojeni, najczęściej pijani żołnierze sowieccy penetrowali nierzadko oporowskie domostwa w poszukiwaniu przedmiotów, które można by “zamienić” na alkohol, lub - co gorsza - atakowali niemieckie kobiety w wiadomych celach. Dochodziło do tragedii. Kilka osób straciło wówczas życie z ich rąk. Niemki zwracały się do nas z prośbą o ratunek. Zaleciliśmy, by zawiesiły nad oknami kawałki szyn. W momencie zagrożenia (najczęściej do napadów dochodziło nocą) - mogły poprzez bicie w nie młotkiem zaalarmować nas i powiadomić w ten sposób o miejscu, gdzie należy udać się z natychmiastową pomocą.

Pewnej nocy przybyła na nasz posterunek pokaźnie uzbrojona, liczna grupa żołnierzy radzieckich, która wzbudziła nasze podejrzenie, że są to własowcy. Grzecznie zapytali, czy mogliby spędzić na terenie posesji tę noc. Nie mieliśmy wyjścia - nas było kilku - ich - około sześćdziesięciu. Jeszcze przed świtem zniknęli. Niedługo potem przybyli do nas ludzie z UB - pytali o tę grupę i kierunek, w którym się udała. Okazało się później, że przeczucia nas nie myliły – byli to własowcy, którzy planowali przedostać się do Czech. Zostali zlikwidowani w walce pod Sobótką (Zobten).

Mimo, że w skład naszego posterunku wchodziło od kilku do maksymalnie czternastu osób (w różnych okresach) - działaliśmy bardzo sprawnie. Nasz rektor - prof. Stanisław Kulczyński - kierownik Grupy Kulturalno Naukowej, która już 9 maja wjechała do płonącego Wrocławia - okazał się wspaniałym organizatorem. Byliśmy podzieleni na sekcje według przydzielonych zadań. Komendantem posterunku i kierownikiem kolonii był Eugeniusz Jeleniewski; szefem “służby bezpieczeństwa posterunku” - Józef Bober; jego zastępcą - Janusz Majer; ja, Jerzy Rudawski, Jerzy Mutz i  Wiesław Piwowarski tworzyliśmy z bronią w ręku tzw. “służbę bezpieczeństwa posterunku”; aprowizacją zajmował się Zbigniew Janiec; w tzw. “referacie mieszkaniowym” pracowali Stanisław Nosowski; Stefan Kaleta i Jan Piątek; Władysław Lachowski zajmował się “referatem pracy”; a Adam Janowski - “referatem transportu”.

W krótkim czasie udało się nam przywrócić w miarę normalne życie w Oporowie - biorąc pod uwagę zastane warunki. Przybyło kilkudziesięciu naukowców, w tym wielu profesorów, których następnie otoczyliśmy opieką. W 1945 roku po naszych naukowców przyjeżdżał z Politechniki samochód “na holzgaz”, przygotowany technicznie przez Zdzisława Samsonowicza. Stawał przy wysadzonym moście przy Ślęży, nasi profesorowie przedostawali się do niego po przerzuconym przez rzekę mostku saperskim - po czym wszyscy ruszali na Uniwersytet lub Politechnikę.

Nie zawsze taki transport był możliwy. Wówczas musieliśmy eskortować profesorów zupełnie inaczej. Pamiętam, jak skonstruowaliśmy pseudo - rykszę. Mieliśmy rower z przyczepką. Na przyczepce postawiliśmy niskie  krzesełko, na którym siadał profesor - i w taki oto sposób zawoziliśmy bezkolizyjnie naszego podopiecznego na uczelnię. Były również zadania budowlane. Na Śniegockiego (Schulze-Otto-Strasse) wyremontowaliśmy samodzielnie willę dla prof. Osuchowskiego.

Żyliśmy w ciągłym napięciu. Jeden z kolegów sypiał w koszuli, ale zawsze miał na sobie pas z amunicją i tuż obok karabin przygotowany do strzału. Pewnego razu mój kompan z tzw. ”służby bezpieczeństwa posterunku”, uzbrojony w niemiecki pistolet maszynowy, ubrany - jak my wszyscy - częściowo w poniemieckie wojskowe ciuchy - otrzymał zadanie sprawdzenia budynku przy ul.Mikulskiego (Schlieffenstrasse), gdzie podobno ktoś się ukrywał. Wchodząc do hallu w ułamku sekundy zauważył postać w niemieckim mundurze z bronią przygotowaną do strzału. Natychmiast wypalił ze swej “dziewiątki”. Okazało się, że trzasnął sam do siebie – dobrze, że trafił... w duże lustro, stojące w głębi sieni...

Jest lipiec, rok 2012. Ponownie - po trzydziestu z górą latach – rozmawiam z panem Andrzejem Pachlewskim. Przypomina mi o wielu szczegółach naszych dawnych pogawędek. Dziwi się, że tak wiele zapamiętałam, chociaż byłam wówczas kilkunastoletnią dziewczynką.

Cóż, nie codziennie słucha się opowieści o tak niezwykłych wydarzeniach...

Pan Andrzej wspomina swoich kolegów z posterunku:
- Byliśmy zgraną paczką. Bez tej komitywy pewnie nie przeżylibyśmy wielu dramatycznych sytuacji. Kiedy teraz pomyślę, że jestem jedynym żyjącym spośród całej naszej czternastki...czuję się jakoś dziwnie.

Wiesz, w grudniu skończę 90 lat...


Beata Bigda
Wrocław, w sierpniu 2012

Podczas pracy nad artykułem korzystałam z pozycji "Wspomnienia o Straży Akademickiej Politechniki we Wrocławiu" autorstwa Zdzisława Samsonowicza
/Oficyna Wydawnicza Politechniki Wrocławskiej, Wrocław 2002/

oraz z notatek i wspomnień Pioniera Wrocławia, “Zbrojmistrza” - Andrzeja Pachlewskiego - członka Akademickiej Straży Uniwersyteckiej na Posterunku “Oporowo” w 1945 r.

Na podstawie tego tekstu powstał artykuł pt. "Osiedla Wrocławia - Oporów. Odcinek 1 - Powstanie Kolonii Akademickiej". Jest to część jednego z dwóch cykli artykułów o Wrocławiu: "Osiedla Wrocławia" i "Wrocławskie budynki", które ukazały się na łamach miesięcznika "Słowo Wrocławian" oraz na jego stronie, począwszy od lipca 2012 r.

poniedziałek, 19 listopada 2012

Od mamuciego zęba do... gimnazjum


Odcinek pierwszy cyklu "Wrocławskie budynki": 

Oporów


W lipcowym eseju “Vivat crescat floreat Vratislavia. Niech żyje, rośnie i kwitnie Wrocław” zapowiadałam - w kontynuacji vratislaviańskich tematów - dwa nowe cykle artykułów: “Osiedla Wrocławia” i “Wrocławskie budynki”. Sierpniowy artykuł o powstaniu Kolonii Akademickiej na Oporowie w 1945 r. otwierał cykl o osiedlach - we wrześniu przyszła więc kolej na inicjację drugiego cyklu - o wrocławskich budynkach. Po sierpniowej podróży w czasie do roku 1945 - pozostańmy na Oporowie. Rozejrzyjmy się po tym osiedlu, które już pod koniec lat trzydziestych ubiegłego stulecia określano mianem: miasto-ogród Oporów (Gartenstadt Opperau).  

Wszystko ewoluuje. Zmiany są nieuniknione. Podobnie dzieje się z Oporowem. Pierwotne osadnictwo na tym terenie specjaliści datują na okres między 100 a 40 tysięcy lat p.n.e. - kiedy żyli tutaj pierwsi ludzie (według badań archeologicznych i paleoantropologicznych - prawdopodobnie neandertalczycy pojawili się tu ok.50 tysięcy lat p.n.e.). Podczas wykopalisk, prowadzonych m.in. na obszarze położonym nad historycznym ciekiem wodnym, nieopodal dzisiejszego skrzyżowania alei Piastów i ulicy Solskiego - odkryto nie tylko ząb mamuta, ale też ślady osadnictwa ludzi z młodszej epoki kamienia (6000 - 3500 lat p.n.e.) oraz cmentarzysko z artefaktami z epoki brązu.
Natomiast pierwsza wzmianka pisana dotycząca Oporowa pochodzi z roku 1208, kiedy to Henryk I Brodaty podarował tę osadę wrocławskiej kapitule katedralnej.

 

Widokówka niemiecka z ok.1935 r.: Budynek dzisiejszej poczty przy ul.Wiejskiej – Szkoła Ludowa – Dwór Blaurocków (w 1935 r.) – budynek, w którym po II wojnie światowej otwarto kino „Kubuś” (nie istniejący).

W drugiej ćwierci XVI wieku w centrum wsi, wśród zabudowań folwarcznych (przy dzisiejszej ul. Wiejskiej - a ówcześnie nad rzeczką, płynącą szlakiem obecnej alei kasztanowej) wzniesiono renesansowy dwór - najprawdopodobniej dla zarządcy majątku kapituły. Zbudowany na planie zbliżonym do litery “T”, z sienią w części środkowej, ma dwie kondygnacje z wysokim poddaszem: dolną - murowaną i tynkowaną, górną - o konstrukcji szkieletowej. Dwuspadowy dach ochraniał swym pięknym okapem drewniany krużganek, biegnący niegdyś wzdłuż elewacji frontowej, na wysokości drugiej kondygnacji. Dawniej dwór wielokrotnie przebudowywano i remontowano - ostatnio w roku 1935 i w latach 1937-38. We wnętrzu znajdował się wczesnorenesansowy, niezwykłej urody portal z piaskowca (z przenikającymi się laskowaniami i motywem skręconego sznura), który - o zgrozo - bezpowrotnie zrabowano - i to już w czasach PRL-u! Po II wojnie światowej w dawnym dworze urządzono mieszkania dla pracowników PGR-u. Obecnie opuszczony i zaniedbany - przeistoczył się w ruinę, zabezpieczoną prowizorycznie folią, która miała zastąpić zniszczoną strzechę.







Dwór oporowski - stan obecny. 
Fot.: Beata Bigda.

Sędziwy oporowski dwór należy do najwcześniejszych budowli tego typu, zachowanych na Śląsku! Skoro przetrwał aż do naszych czasów - powinien zostać bezwzględnie otoczony troskliwą opieką konserwatorską. Dalsze karygodne zaniechania spowodują niechybną zagładę tego niezwykłego zabytku.


Po wielu wiekach istnienia wsi Oporów (skoncentrowanej wokół dzisiejszej ulicy Wiejskiej - dawnej Hauptstrasse) - dopiero w latach 1903-1910 właściciel cegielni parowej Hermann Wolfram zbudował nieopodal (nad rzeką Ślęzą - przy dzisiejszej ul. Jordanowskiej) pierwsze wille, o oryginalnej, zróżnicowanej architekturze, nawiązującej stylistycznie do malowniczego historyzmu.


Malownicze wille przy dzisiejszej ul. Jordanowskiej – najstarsze budynki na osiedlu willowym.   
Fot.: Beata Bigda.

W 1907 r. przy Breslauerstrasse powstał nowy, piętrowy budynek Szkoły Ludowej z czerwonej cegły w stylu późnego historyzmu (obiekt ten stanowi część obecnej Szkoły Podstawowej nr 15). Natomiast już w 1911 r., pomiędzy dzisiejszymi ulicami Solskiego i Bukowskiego, wzniesiono obszerny budynek restauracji o wdzięcznej nazwie „Zameczek nad Ślęzą” („Loheschloesschen”) w stylu nawiązującym do północno - niemieckiego gotyku ceglanego, jak większość neogotyckich gmachów publicznych, projektowanych we Wrocławiu przez Richarda Plueddemanna. Szkoda, że ten obiekt nie przetrwał wojny.

Widokówka niemiecka z ok. 1935 r.: Dzisiejsza ul. Solskiego (Breslauerstr.): Restauracja „Loheschloesschen”(„Zameczek nad Ślęzą”) – skrzyżowanie z dzisiejszą ul. Pękalskiego – główne skrzyżowanie osiedla: Breslauerstr. z Hindenburgstr. – dzisiejsze ulice: Solskiego i Skarbka.

Głód mieszkaniowy lat 20-tych ubiegłego stulecia był przyczyną opracowania pierwszego planu generalnego Wrocławia i okolic (1924) pod kierunkiem Fritza Behrendta, na podstawie m.in. sposobu sytuowania osiedli mieszkaniowych na obrzeżu miasta, wytyczonego przez Maxa Berga.

Trzeba tu zwrócić uwagę na dwa bardzo istotne zagadnienia. 
Już w tych pierwszych planach przewidziano korzyści, jakie mogłoby przynieść połączenie Oporowa z Krzykami przez nowy most na Ślęzie, który planowano przerzucić pomiędzy dzisiejszą aleją Piastów a ul. Racławicką. Do dziś nie udało się zrealizować tego pomysłu.
Po wtóre - bardzo istotnym problemem wielu osiedli wrocławskich było i jest nadal niebezpieczeństwo związane z wysokim poziomem wód gruntowych, co skutkuje periodycznym zalewaniem piwnic i części terenów, położonych najniżej. 
Tymczasem równolegle z powstawaniem osiedla willowego Oporów zadbano pieczołowicie o meliorację całego terenu poprzez wyprowadzenie systemu melioracyjnego na skarpy koryta Ślęzy i zabezpieczenie go samoczynnymi zastawkami z blachy cynkowej. 

Niestety po wojnie - nowi przybysze bezmyślnie uszkodzili ten system przez brak wiedzy i świadomości problemu. Skutkiem takiego postępowania było wielokrotne zalewanie piwnic domów oporowskich w II połowie XX wieku.


Niemiecki plan Oporowa. 
Źródło: http://wroclaw.hydral.com.pl/

W 1928 r. utworzono arterie komunikacyjne Oporowa, na bazie których skonstruowano urbanistyczny plan całości: łączącą osiedle z Wrocławiem dzisiejszą ulicę Solskiego (Breslauerstrasse) 
i aleję Piastów (Hindenburgstrasse) - wyróżnioną pasem zieleni, założonym pomiędzy dwoma jezdniami. 

Sieć uliczek, wypełniających przestrzenie pomiędzy tymi dwoma głównymi drogami i kontynuacją Breslauerstrasse w kierunku Kleciny (Klettendorferstrasse - dzisiejszą ul. Karmelkową), doprowadzała mieszkańców nowego osiedla willowego do budynków mieszkalnych  o zróżnicowanym charakterze - od bardzo skromnych domów jedno-, dwu- lub cztero-rodzinnych w stylu “Schlesische Heimstatte” - po obszerne, luksusowo rozplanowane na rzucie kwadratu wille, wyposażone w efektowne werandy, balkony lub tarasy, otwarte na rozległe ogrody. Jednymi z najciekawszych były (i częściowo pozostały do dziś, mimo przebudów i nie zawsze fortunnych remontów) wille ówczesnych architektów: dom własny Wilhelma Riske’go z 1938 r. - oryginalny, nie tylko z powodu formy, ale także ze względu na rzadko stosowany we Wrocławiu sposób licowania całego budynku czerwoną cegłą klinkierową (ul.Sobótki - ul.Trentowskiego) oraz efektowna willa Kurta Tirpitz’a przy ul. Darwina.

Widokówka niemiecka z ok. 1935 r.: Kościół św. Anny przy Eichhornstr. (dzisiejsza ul. Stanki) - Hindenburgstr. (dziś aleja Piastów) - dzisiejsze ulice Kadłubka i Petrażyckiego (General Litzmannstr. i Graf Spee Str.) - Haeselerstrasse (dziś ul. Ostroroga).

W 1937 r. wybudowano oporowski kościół katolicki pod wezwaniem św. Anny (autorem projektu jest arch.J.Tief). Zaprojektowany na planie prostokąta z prezbiterium i aneksami, z wieżą ustawioną od frontu w formie westwerku – tworzył prostą bryłę. Sylwetka kościelnej wieży stała się charakterystyczną dominantą osiedla.  

Dzięki tym dynamicznym zmianom skromna niegdyś wioska przekształciła się w atrakcyjne podwrocławskie osiedle willowe “Gartenstadt Opperau”. Osiedlali się tutaj nie tylko urzędnicy, rzemieślnicy, lekarze, prawnicy, inżynierowie, handlowcy, ale też kolejarze i pocztowcy.


Nieczynny basen oporowski. Fot. Beata Bigda.

W końcu lat 20-tych XX w. pozostałości po wyrobiskach gliny dla wspomnianej cegielni wykorzystano jako teren świetnie nadający się (ze względu na naturalną szczelność podłoża) pod budowę nowoczesnego na owe czasy basenu i terenów rekreacyjnych. Autorem tego projektu jest znany architekt Richard Konwiarz (projektant m.in. Stadionu Śląskiego - dziś Olimpijskiego i kładek dla pieszych pomiędzy terenami wystawowymi Hali Stulecia i Ogrodu Zoologicznego). Jak przykro dziś patrzeć na zaniedbany teren i zamkniętą bramę basenu, z którego z przyjemnością korzystało co najmniej kilkanaście powojennych roczników.



Dawna Szkoła Ludowa wraz z rozbudową z lat 1959-60, czyli dzisiejsza Szkoła Podstawowa nr 15 we Wrocławiu. Fot.: Beata Bigda.

Po roku 1945 można wyróżnić kilka nowo-powstałych na Oporowie budynków użyteczności publicznej - przede wszystkim - przeprowadzoną w latach 1959-60 rozbudowę Szkoły Podstawowej nr 15 o nowocześniejsze, obszerne skrzydło z salą gimnastyczną. Dużo później – już na początku XXI w. - równowagę tego układu zaburzy kolejna rozbudowa - powiększająca dotychczasowe budynki o doklejony niefortunnie do łącznika pomiędzy starą i nową szkołą (kosztem doświetlenia części pomieszczeń) prostopadłościan przedszkola.

Reforma oświaty (utworzenie gimnazjów) -  spowodowała konieczność budowy zupełnie nowego zespołu szkolnego na Oporowie. W roku 2002, pomiędzy ulicami Trentowskiego i Morelowskiego, powstało Gimnazjum nr 40, które mieści w sobie nie tylko szkołę z blokiem sportowym, ale też Bibliotekę Publiczną dla całego osiedla (projekt wrocławskiej Pracowni Projektowej BB Studio ZREMB pod kierunkiem arch. Stefana Bigdy).


Gimnazjum nr 40 wraz z blokiem sportowym i Biblioteką Publiczną.  
Fot.: Beata Bigda.

Z kolei w 2009 roku zakończono rozbudowę, połączoną z generalną przebudową konstrukcji dachowej oporowskiego kościoła katolickiego św.Anny (według projektu krakowskiego Biura Projektowego arch. Anny Filuś). 

Oporowski kościół św. Anny po rozbudowie.
Fotografia ze strony: http://fotopolska.eu Autor fot.: Neo[EZN].

Nie sposób wymienić i scharakteryzować pokrótce wszystkich interesujących obiektów Oporowa w tak syntetycznym tekście. O tym osiedlu i jego architekturze można by przecież bez trudu napisać niejedną książkę. 



Beata Bigda

Wrocław, wrzesień 2012


Podczas pracy nad artykułem korzystałam z pozycji "Atlas architektury Wrocławia" pod redakcją i w opracowaniu Jana Harasimowicza. 

/Wydawnictwo Dolnośląskie, Wrocław 1998/


oraz z wykładu prof. Wandy Kononowicz  pt. "Osiedla we Wrocławiu (1900-1939)", prezentowanego przez Muzeum Architektury we Wrocławiu.


Jeden z dwóch cykli artykułów o Wrocławiu: "Osiedla Wrocławia" i "Wrocławskie budynki", które ukazały się na łamach miesięcznika "Słowo Wrocławian" oraz na jego stronie, począwszy od lipca 2012 r.

sobota, 1 września 2012

Chełmno w dwóch spojrzeniach

W dniu 73 rocznicy wybuchu II wojny światowej - dwa krótkie teksty autorstwa moich Najbliższych o tragedii w Kole, Chełmnie i Kiejszach.


"Chełmno"
Autorka tekstu: Liliana Najman

Łódź, dnia 18.04.1998 r.

Mój dziadek - Wacław Łaszkiewicz - kupił po pierwszej wojnie światowej sporo ziemi oraz murowany, parterowy dom w Kiejszach. Cieszył się , że po spaleniu modrzewiowego dworku w Kociszewie jego dzieci będą dorastały w bezpieczniejszych warunkach. Nowy dom był otoczony ogrodem, stawem i łąką, którą przecinał wartki strumień. Ogromny las było widać z okien domu.

Dziadek ciężko pracował, aby uzyskać środki na zakup koni i bydła oraz rozbudowę części gospodarczej. W sąsiedztwie zamieszkiwali Niemcy, z którymi dziadek utrzymywał poprawne stosunki.

W 1939 roku wybuchła wojna. Już w październiku Niemcy zabrali dziadka i jego dwóch synów: 21-letniego Tadzia i 19-letniego Zdzisia. Przerażona babcia po pewnym czasie dowiedziała się, że zostali uwięzieni w Kole.

Mijały dni. Babcia wszelkimi sposobami starała się zasięgnąć informacji o losie swoich najbliższych. Nie było to proste, trzeba było wyprawić się do oddalonego o 15 km Koła i rozpytywać nieznajomych. Za bardzo skąpe wieści babcia płaciła koszykiem jedzenia. Wkrótce dowiedziała się, że więźniów wywieziono z Koła w nieznanym kierunku.

Majątek dziadków zajęli miejscowi Niemcy, babcię zabrano do Koła i zaaresztowano. Dzięki pomocy przychylnego Żyda, pełniącego funkcję stróża, babcia uciekła z więzienia i ukryła w pobliskim Grzegorzewie. Od najbliższych nie otrzymywała żadnej wiadomości.

W rodzinnym opustoszałym domu babcia znalazła się dopiero po kapitulacji Niemców. Wkrótce przybył do Kiejsz wujek Józek z rodziną, który wszystko stracił w Powstaniu Warszawskim. Podjął pracę w Kole i niezwłocznie zainteresował władze miasta poszukiwaniem zaginionych, których było około 60-ciu. Wśród nich lekarze, aptekarze, księża, prawnicy, studenci.

Rozpytywano mieszkańców Koła i okolic. Ludzie mówili, że w pierwszych miesiącach wojny Niemcy zgrupowali Żydów w Chełmnie i wkrótce ich wywieźli.

Wujek Józek był załamany, tracił nadzieję na odnalezienie swojego ojca i braci. Nie dawał jednak za wygraną i szukał dalej. Pewnego dnia dowiedział się od autochtona Niemca, że najprawdopodobniej miejscem straceń był las, położony między Chełmnem a Kołem.

Specjalna komisja przeszukując las, napotkała porzucone miski, garnuszki i przedziwne zwęglone szczątki. Wśród brzóz leżały podarte resztki odzieży, stare buty.

Władze miasta Koła zleciły wycięcie lasu i dokładne spenetrowanie terenu. Odkrycia były rozpaczliwe. Stwierdzono, że już od listopada 1939 roku Niemcy zagazowywali tam i palili Żydów oraz czeskie dzieci z Lidic. Zbiorowy grób Polaków odkryto w pobliżu. Dokładne oględziny pozwoliły ustalić, że niektórzy zostali zakopani żywcem.

Wezwano rodziny celem zidentyfikowania zwłok. Nie wszystkie przybyły. Babcia Helena przyjechała do Chełmna z córkami – Marylą, Ireną, Izą, Zenią, Krystyną oraz synami – Józkiem i Ładziem. W zbiorowym grobie odnaleźli dziadziusia, Tadzia i Zdzisia. Ich niepokój zastąpiła od tej chwili głęboka żałoba.

Rodzice zabrali mnie wraz z siostrami – Blanką i Sławeną na uroczysty pogrzeb. Skromne sosnowe trumny złożono w miejscu ekshumacji. W barwach jesieni odprawiona została smutna msza.

W miarę upływu lat miejsce straceń zmieniało się. Pojawiły się tablice pamiątkowe, duży monument z wyrytym napisem, cytowanym z listu, znalezionego przy jednym z zamordowanych. W lasku brzozowym postawiono stele.

Odwiedzając Chełmno – Las można spotkać ludzi z różnych stron świata. Często widać w ich oczach łzy. Odjeżdżają zamyśleni.

W lesie nastaje cisza, płonie znicz.


                                              Chełmno, 2008. Fot. Jerzy Kaczorek


Praca „Chełmno”, autorstwa mojej cioci, Liliany Najman, została nagrodzona we wrześniu 1998 roku, w edycji wojewódzkiej konkursu polszczyzny pięknej, bogatej i skutecznej „O Gęsie Pióro Mikołaja Reja”, zorganizowanego przez Stowarzyszenie Bibliotekarzy Polskich Zarząd Okręgu Łódź.


Notka biograficzna:

dr Liliana Najman - Bronżewska

(1939-2006)


Doktor farmacji, poświęciła całe swe życie zawodowe dociekaniom naukowym nad chemicznymi związkami, które mogłyby likwidować choroby nowotworowe u człowieka.
Prowadziła laboratorium doświadczalne na Wydziale Chemii Leków Akademii Medycznej w Łodzi.
Wyniki swych doświadczeń publikowała w międzynarodowych pismach naukowych, podczas zjazdów naukowych wielokrotnie wygłaszała referaty.
Z ogromnym oddaniem przekazywała wiedzę farmaceutyczną rozlicznej rzeszy studentów i przewodziła ich pracom magisterskim. Jej talent pedagogiczny zjednywał młodzież akademicką i uaktywniał ich zapał do nauki.
W okresie studenckim była solistką kabaretu studentów Akademii Medycznej w Łodzi – „Cytryna” (jako wokalistka – alt). Wyjeżdżała z „Cytryną” na liczne występy, m.in. do Francji (Paryż, Marsylia), Związku Radzieckiego (Leningrad) i wielu miast polskich. W roku 1964 zaśpiewała piosenkę z repertuaru tegoż kabaretu na II Krajowym Festiwalu Piosenki Polskiej w Opolu.

***

A oto krótka notatka, dotycząca Chełmna, wyłowiona z domowych zapisków mojej babci, Ireny Najmanowej:

Irena Najman (z domu Łaszkiewicz) 

(1909 - 2004)

Fot. Krzysztof Suchar (1947-2012) 
We wrześniu 1939 r., po zbrodniczej napaści i zaborczym opanowaniu Polski przez Hitlerowców, rozpoczęto akcję zniszczenia polskiej inteligencji: profesorów wyższych uczelni, nauczycieli, lekarzy, farmaceutów, pracowników sądów, urzędów wszelkich, księży, pisarzy, poetów, dziennikarzy, światłych rolników, zamożniejszych ziemian, studentów i w ogóle wszystkich patriotów polskich.

Zabierano Polaków z miejsc pracy, domów i pól, z których zbierali ostatnie plony rolne, jak buraki cukrowe, ziemniaki, kukurydzę i pasze dla zwierząt. Bez pożegnania z rodzinami, bez zmiany ubrań i bez potrzebnych osobistych rzeczy, zamykano na przykład w Kole, w różnych miejscach, aresztach, w bóżnicy żydowskiej i kolejno, po odbyciu miesięcznych tortur, wywożono do lasów, gdzie rozstrzeliwano i w różny sposób mordowano.

Właśnie w lesie chełmskim, pomiędzy Kołem, a Dąbiem, stracono setki tysięcy Polaków i osób innych narodowości.

Po wojnie, bodaj w roku 1945 (46) – rodziny poległych za Ojczyznę zorganizowały Komitet przy Radzie Miejskiej i zabrano się do ekshumacji – najpierw grobu, w którym zbrodniarze ułożyli 60 osób (głowa-nogi; głowa-nogi), w którym znajdowały się zwłoki Ojca i dwóch moich braci – studentów.

Były przywiezione skromne trumny, w których umieszczaliśmy jeszcze dobrze po 6 latach zachowane zwłoki. Kazaliśmy na miejscu zbrodni wykopać grób wielki w kształcie podkowy dla tych 60 trumien.
Następnego dnia odbyła się msza polowa z udziałem kilkunastotysięcznego zgromadzenia ludzi. Po rozczulających przemówieniach odśpiewaliśmy pieśni religijne oraz „Nie rzucim ziemi” i „Warszawiankę”.

Łódź, kwiecień 1980 roku.

niedziela, 26 sierpnia 2012

Wrocławski Teatr Lalek po przebudowie i modernizacji


Po niemal ośmiu latach realizowanych etapami prac projektowych i wykonawczych,  kompleksowo przebudowany Wrocławski Teatr Lalek uzyskał nowe oblicze zarówno estetycznie, jak i funkcjonalnie. Udało się przywrócić dawne walory tej ekskluzywnej niegdyś, XIX-wiecznej rezydencji stojącej w centrum miasta wraz z otaczającym ogrodem - parkiem.
Teatr lalek ze sceną letnią ma nie tylko dziecięcą widownię. Co roku organizowane są tu również przedstawienia słynnych wrocławskich festiwali teatralnych (np. Brave Festival), a liczne atrakcje ogrodu tworzą przyjazną przestrzeń publiczną dla spacerowiczów.


Budynek obecnego Wrocławskiego Teatru Lalek powstał w latach 1889-91 jako pałac neobarokowy - ówczesna resursa Związku Kupców Chrześcijańskich – na terenie Międzymurza (Zwingeru), przekształconego później w ogród przy resursie. Wrocławski Związek Kupców Chrześcijańskich pragnął nadać temu miejscu wypoczynku, spotkań towarzyskich, a także kameralnych negocjacji handlowych – charakter arystokratycznego założenia pałacowego. Stąd w neobarokowej architekturze resursy czytelne odwołania do – nomen omen - Zwingeru – słynnej królewskiej, drezdeńskiej siedziby. Ogród - chociaż wówczas zamknięty dla gości z zewnątrz – sąsiadował z promenadą  - zgodnie ze standardami najwykwintniejszych rezydencji europejskich.

Fot. Beata Bigda

















Neobarokowy, dwukondygnacyjny obiekt o zróżnicowanej ilości traktów, zaprojektowano na planie prostokąta z wydatnymi ryzalitami. Elewację frontową tworzy węższa fasada północna z efektownym portykiem. Budynek otwiera się loggią na założenie parkowe (dawny ogród) od strony wschodniej. Od południa sąsiaduje z bulwarem poprowadzonym dzisiaj wzdłuż fosy miejskiej, a od zachodu - z bardzo ruchliwą obecnie ulicą Bożego Ciała.


Fot. Beata Bigda















Po II wojnie światowej obiekt ten przez wiele dziesięcioleci trwał w zaniedbaniu, a otaczający go teren nie zachęcał do spędzania tu wolnego czasu.

Projektantom BB Studio ZREMB udało się odtworzyć otaczającą budynek przestrzeń oraz charakter całego założenia, nawiązując do tradycji XIX-wiecznej rezydencji miejskiej. Mimo całkowitej przebudowy - nie naruszono – a odtworzono i przystosowano do współczesnych potrzeb zarówno obiekt, jak i otaczający go park.
Fot. Beata Bigda
















W ramach obecnego projektu przebudowy - sam budynek Teatru został zrealizowany w układzie teatru klasycznego, z charakterystycznym podziałem na widownię i scenę (scena pudełkowa). Obiekt wyposażono we wszystkie niezbędne funkcje i urządzenia techniczne służące współczesnemu teatrowi według najnowszych standardów.














Fot. Marek Grotowski














Fot. Marek Grotowski


Zmiany układu i elementy wyposażenia pomieszczeń strefy wejściowej - pozostałe po kolejnej przebudowie z lat 50-tych - uznano za godne ochrony konserwatorskiej - prócz nich - pozostałe wnętrza zostały więc całkowicie przebudowane pod potrzeby teatru. Mimo zupełnej zmiany układu pomieszczeń – udało się zachować pierwotny charakter części obiektu dostępnej dla publiczności (m.in. monumentalną, trójbiegową klatkę schodową), nie naruszono również licowanych piaskowcem elewacji, z zachowaniem ich zewnętrznego podziału i bogatych dekoracji rzeźbiarskich. 

 

Fot. Marek Grotowski                                               Fot. Beata Bigda

Dodano natomiast nową kubaturę nad bocznymi ryzalitami, pod dachem. Usytuowano tam niezbędne pomieszczenia techniczne zaprojektowane tak, by nie konkurowały z bryłą istniejącego obiektu.















Fot. Beata Bigda

Mimo długiej i burzliwej historii przebudowy oraz incydentalnego włączania się w projektowanie niektórych detali założenia różnych projektantów - ostatecznie udało się zrealizować pierwotne założenia projektowe, których współautorem był nieżyjący architekt Marek Dziekoński - dla przypomnienia - autor projektu Muzeum Panoramy Racławickiej.




Fotografie: Beata Bigda  
Całe założenie ma charakter dziewiętnastowiecznej rezydencji miejskiej, których było we Wrocławiu przełomu wieków przynajmniej kilka. 
Założenie parkowe było przedostatnią fazą projektu architektonicznego (jednak doborem zieleni uzupełniającej i projektem urządzeń służących zabawom dziecięcym zajęli się specjaliści powołani przez konserwatora).

  
                                                             








  Fotografie: Beata Bigda         
               

Niedawno udało się także zrealizować ostatni etap prac projektowych - historyzujące ogrodzenie parku, które zabezpiecza i wydziela przestrzeń parkową, jednocześnie łącząc ogród z obiektem Teatru.

       Fot. Beata Bigda   

Nie udało się natomiast wznieść oranżerii, która miała połączyć część foyer z parkiem.


Fot. Beata Bigda


Warto podkreślić, że zarówno w projekcie przebudowy obiektu WTL, jak i w projekcie historyzującego, monumentalnego ogrodzenia - zastosowano wiele oryginalnych, nowoczesnych rozwiązań konstrukcyjnych. 
Projektantom udało się odtworzyć otaczającą budynek przestrzeń oraz charakter całego założenia. 


                                                      Fot. Beata Bigda


                                                    Fot. Beata Bigda




Obiekt Wrocławskiego Teatru Lalek wraz z otaczającym go terenem zielonym - koresponduje z główną osią prowadzącą od Opery, przez ul. Teatralną, aż po Bastion Sakwowy (Wzgórze Partyzantów).




                                                     Fot. Beata Bigda



„Mimo całkowitej przebudowy – ostatecznie udało się zrealizować pierwotne założenia projektowe i stworzyć dla Wrocławian interesujące centrum teatralne i atrakcyjne miejsce odpoczynku na miarę współczesnych potrzeb, z zachowaniem dawnego uroku historycznej rezydencji miejskiej. To największa satysfakcja z naszej pracy” – stwierdził arch. Stefan Bigda – szef zespołu projektowego. 



                                                             Fot. Beata Bigda



Beata Bigda
Wrocław, sierpień 2011.

Na podstawie tego tekstu powstał jeden z artykułów, które ukazały się na stronie budowlanego serwisu dla profesjonalistów: MuratorPlus.pl, w zakładce Inwestycje, gdzie prezentowane są nowe inwestycje budowlane w Polsce.